Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remigiusz Mróz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remigiusz Mróz. Pokaż wszystkie posty

piątek, kwietnia 21

„Wotum nieufności" - Remigiusz Mróz

Tytuł: Wotum nieufności
Cykl: W kręgach władzy (tom 1)
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 624


- Kto ma wiedzę, nie musi przewidywać. Kto przewiduje, wiedzy nie posiada."



Coraz więcej we współczesnym świecie mówi się na tematy polityczne. I nic w tym dziwnego, skoro są to kwestie kontrowersyjne, prowadzące do zaognionych dysput i wypieków na twarzy. Polityka to gra brudna, bezwzględna, nielicząca się z nikim i niczym. Jesteście gotowi, aby wsiąknąć w ten bezlitosny świat?

środa, grudnia 28

Nowe uzależnienie - Mrozoholizm



Tytuł: Immunitet
Autor: Remigiusz Mróz
Seria: Chyłka i Zordon (tom 4)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 648
"Wiesz, jak to mówią - pytania są dla nas ciężarem, ale odpowiedzi więzieniem, do którego sami się wtrącamy"



Jeszcze do niedawna nie zdawałam sobie sprawy jak niebezpieczne mogą się okazać uzależnienia. Można wyglądać jak widmo z niewyspania, nie odbierać bodźców z otaczającego nas świata, żyć życiem fikcyjnych bohaterów i tak jak każdy uzależniony, domagać się o kolejną dawkę. Tak, jak ja domagam się o kolejną dawkę przygód Chyłki i Zordona. Coś czuję, że to jedno z tych najbardziej niebezpiecznych uzależnień…

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego zostaje oskarżony o morderstwo, a sprawa jak zawsze jest pełna sprzeczności. Sędzia jest bardzo młody i dopiero objął stanowisko, a postawiono mu zarzuty o rzekome zabójstwo sprzed kilku lat. Człowieka, którego nawet nie zna. Czy to akt zemsty kogoś z przeszłości? Czy też może młody sędzia wcale nie zaczyna kariery z czystą kartą? Tego właśnie będzie próbowała dowiedzieć się Joanna Chyłka, które życie ostatnio nieustannie sypie kłody pod nogi…

Zakończenie Rewizji tradycyjnie pozostawiło mnie w wielkiej niepewności. Byłam zaskoczona, to fakt, ale też nie opuszczało mnie napięcie, co też stanie się dalej z dwójką bohaterów, z którymi tak zdążyłam się zżyć. Nadszedł więc Immunitet – książka, która rozwiewa pewne wątpliwości tylko po to, aby pozostawić czytelnika z jeszcze większą ich ilością.


"Nie mogła powiedzieć, by miejsce pracy miała dobrze zorganizowane. Stanowiło raczej antytezę tego, co proponowała japońska koncepcja 5S, leżąca u podwalin korporacyjnej egzystencji.

Sortowanie, systematyka, sprzątanie, standaryzacja, samodyscyplina. To miało zapewniać najwyższą efektywność pracy, przynajmniej według guru zarządzania, Takashiego Osady. Według Chyłki lepiej sprawdzała się koncepcja 1B. Jeden burdel"


Chyba tak, jak każdy czytelnik cyklu uwielbiam postać Joanny Chyłki. Jej bezkompromisowość, specyficzne upodobania i silny charakter czynią ją bardzo ciekawą bohaterką literacką. Podoba mi się jednak fakt, że autor nakreślił też jej rys psychologiczny, wtrącił kilka wydarzeń z jej przeszłości, przez co Chyłka staje się nam bliższa i czujemy z nią jeszcze mocniejszą więź. Rewizja pokazała nam tę dotychczas nieugiętą i hardą prawniczkę z całkowicie innej strony, jako człowieka, który mimo sukcesów, odnosi też swoje życiowe porażki i każdego dnia uczy się z nimi zmagać. Immunitet pokazuje natomiast nieszablonowość i złożoność Joanny, jako bohaterki literackiej, ujawnia tajemnice z jej przyszłości i tak naprawdę tworzy całą historię jej życia. Kładzie pewien fundament dla jej zachowania, a czytelnik dowiaduje się, co przyczyniło się do tego, jaka jest. Chyłka to Chyłka – to zbyt nietuzinkowa postać, aby w kilku zdaniach oddać jak genialnie została wykreowana. Chyba najlepiej przedstawia to to uczucie przywiązania, jakie czuje się do niej po czterech tomach serii.
O Zordonie nie będę się zbytnio rozpisywać, powiem tyle, że w Immunitecie przechodzi on przemianę, zrzucając maskę bezdusznego karierowicza. Znów więc możemy z rozbawieniem śledzić jego słowne utarczki z Chyłką. A zapewniam, że uśmiech jest gwarantowany, niezależnie od poczucia humoru (którego mi brakuje).
Jak zawsze Mróz stworzył intrygującą od samego początku intrygę, która spędza sen z powiek i zaprząta umysł czytelnika. Warto też wspomnieć, że poruszył tematy bardzo aktualne, gdyż sierpień i wrzesień, czyli miesiące, kiedy książka dopiero co weszła na rynek, były również spowite aferami wokół Trybunału. Temat jednak nie ucichł, a powiedziałabym nawet, że ognisko ostatnio znów zapłonęło na nowo, więc Immunitet ciągle obraca się wokół świeżych zagadnień. I chociaż polityka w książce się pojawia, to na pewno nie urazi niczyich przekonań i poglądów, wszystko bowiem co autor stworzył jest fikcją literacką, a czytelnik na pewno będzie zaaferowany w największej mierze głównym wątkiem książki. 


"- Napełniłam więc swój bak wystarczającą ilością tequili, by przełączyć się na tryb czarującej uprzejmości.
- Nie masz takiego trybu"


Przez bite sześćset stron tej książki, w mojej głowie kołatało jedno pytanie – czy sędzia zabił, czy też nie? Mróz zręcznie pokierował fabułą, dzięki czemu do końca nie wiemy, czy oskarżenia o zabójstwo są rzeczywiście słuszne, czy też jest to jedynie akt zemsty na świeżo upieczonym sędzi. Immunitet to kłębowisko pytań i niedopowiedzeń, spekulacji, dylematów i wszelkich innych domniemań. Czyli nic nowego – w końcu mamy do czynienia z książką Mroza. Czuję się więc w obowiązku was poinformować, że musicie zarezerwować długi wieczór (a może nawet i noc), bo tak szybko tej książki nie odłożycie.
Przejdźmy więc do sedna, czyli do zakończenia. Czy ja w ogóle muszę to komentować? Podejrzewam, że każda osoba, która zapoznała się już z jakąś książką Mroza wie, że autor potrafi wbić sztylet w pierś czytelnika dosłownie przy ostatnich stronach. Z początku prowadzi akcję spokojnie, a napięcie i zainteresowanie czytelnika wzrastają stopniowo. To tylko, tak jak ująłby to autor, preludium do kumulacji akcji przy samej końcówce, która wywołuje mnóstwo emocji w jednym momencie – zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzanie i ostatecznie, irytację perspektywą czekania na kolejny tom serii. Rozwiązanie całej tajemnicy w Immunitecie aż tak mnie nie zszokowało, ale skutecznie uśpiło moją podejrzliwość, bo tego co stało się na ostatniej stronie książki przenigdy bym nie podejrzewała. Mróz jest jednym z nielicznych pisarzy (a u mnie znajduje się w czołówce), którzy potrafią zaserwować takie zwroty akcji.
Teraz do czegoś się przyznam – czytanie książek Mroza staje się uzależniające. Naprawdę. Jeśli macie dużo obowiązków, odradzam sięganie po jego twórczość. Odpukać. Nie kierujcie się moją sugestią, bo nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile tracicie. Ola ładnie to ujęła – Mrozoholizm.
W kilku słowach podsumowując, Immunitet to godny następca Rewizji. Książka, która pełna jest niedopowiedzeń, ale jednocześnie jest tak fenomenalnie skonstruowana, że czytelnik do końca nie jest pewny jej zakończenia. Chyłka powraca do formy, Zordon wyskakuje po rozum do głowy, a my znów z uśmiechem na twarzy śledzimy dialogi między tą dwójką. Immunitet to spora dawka humoru, ale też angażujący thriller na co najmniej kilka godzin. Wyłącznie więc telefon, dzwonek do drzwi, zaparzcie herbatę i pozwólcie całkowicie oddać się tej umysłowej rozrywce.
  
Za książkę chciałabym bardzo podziękować księgarni internetowej bokinabo.pl
Znalezione obrazy dla zapytania księgarnia bokinabo

niedziela, listopada 27

A który wariant Ty wybierzesz?




Tytuł: Behawiorysta
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: październik 2016
Liczba stron: 550






Rozpędzony wagonik mknie po torach. Na jego drodze leży pięć związanych osób, na drugim rozjeździe tylko jedna. Możesz uratować pięć osób w imię jednej. Rozsądne rozwiązanie? Pozwolisz, aby los toczył się własnym torem? A może przestawisz zwrotnicę i przyczynisz się do bycia mordercą?

Gerard Edling został wydalony ze służby i nikt z policji i prokuratury nie chce go znać. To on staje się jednak ostatnią deską ratunku, kiedy zamachowiec zajmuje przedszkole i grozi zabiciem opiekunów i dzieci. Gerard jest specjalistą od analizowania ludzkich zachowań, ale Kompozytor stanowi dla niego zagadkę. Udostępnia bowiem transmisję w Internecie i pozwala internautom decydować o śmierci innych. On jedynie tworzy partyturę, jest Kompozytorem, gra tak, jak dyryguje publika. 
Rozpoczyna się „Koncert Krwi”.

Szaleniec, ale niezwykle przebiegły i inteligentny. Psychopata z całkowitą świadomością swoich czynów. Wydawałoby się, że to już było, że taki motyw w literaturze kryminalnej pojawia się już od zarania dziejów. Remigiusz Mróz jak zwykle odbiega jednak od utartych schematów i oprócz strony kryminalnej tej książki, przedstawia również kilka zagadnień psychologicznych, które sprawiają, że „Behawiorysta” nie jest tylko kolejnym kryminałem, w którym najważniejsze jest odnalezienie mordercy. To książka, która plącze myśli, zadaje mnóstwo pytań i na długo pozostaje w pamięci.

Bardzo istotnym elementem tej książki są dylematy moralne. Dylemat wagonika jest podstawą dla wielu innych wariantów tego problemu. Tyle, że w przypadku „Behawiorysty”, Remigiusz Mróz zręcznie pokierował fabułą w taki sposób, że myśli czytelnika bezwiednie kierują się na ten sam tor, co myśli tysięcy internautów głosujących na „Krwawym Koncercie”. Kogo ja bym zabiła, gdybym sama znalazła się w takiej sytuacji? To pytanie towarzyszyło mi przez całą książkę jednocześnie sprawiając, że nie traktowałam „Behawiorysty” jedynie jako kolejnego kryminału z wielu. Czułam się tak, jakbym sama uczestniczyła w tej historii.

„Behawiorysta” jest książką bardzo silnie oddziałującą na psychikę. Nawet, kiedy się ją skończy, to jednak pewne myśli ciągle kołaczą w głowie. Autor pokazał jak funkcjonuje psychika społeczeństwa, jak zachowują się ludzie, kiedy muszą stanąć przed wyborem. O dziwo, wcale nie pozostają biernymi widzami. I to jest w pewnym stopniu fascynujące, ale i przerażające.

„Behawiorysta” jest bardzo odmienny zarówno od trylogii z Forstem, jak i od serii o Chyłce i Zordonie. Przede wszystkim jest to kryminał, którego celem nie jest stworzenie zawiłej intrygi, aby na końcu zaskoczyć nas tożsamością mordercy. Jak już wspomniałam, „Behawiorysta” ma raczej pokazać nam pewne obserwacje, aby tym samym skłonić nas do refleksji. Jest to też zdecydowanie książka bardziej brutalna od innych dzieł Mroza. Nie będzie nam dane śledzić znów zabawnych dialogów i słownych przepychanek, a na pewno nie znajdziemy tutaj momentów do śmiechu. Ta historia jest szokująca, brutalna, ale też przerażająco prawdziwa. I z pewnością pozostaje na długo w pamięci.

Mróz lubuje się w kreowaniu prawniczo-detektywistycznych duetów. Chyłka i Zordon, Forst i Szrebska. Tym razem znów postanowił zejść trochę z utartego szlaku. Stworzył bowiem indywidualistę i geniusza. No właśnie, tylko czy mowa o Gerardzie, czy może o Kompozytorze? Bo zdecydowanie obojgu z nich można przypisać te cechy. Gerard jest bohaterem bardzo nieszablonowym, bo z jednej strony czytelnik chce mu zaufać i podziwiać jego intelekt oraz trafne przemyślenia, ale jest jeszcze druga strona medalu, czyli przeszłość Edlinga, z której Mróz stworzył kolejny bardzo ciekawy wątek. Mamy też Kompozytora – szaleńca, psychopatę, ale i człowieka bardzo charyzmatycznego. Postać tak fascynującą i jednocześnie samą w sobie będącą zagadką. Autor zarysował bardzo intrygujący portret psychologiczny bohatera i szczerze mówiąc, to naprawdę nie podejrzewałam, że może to być tak interesujący motyw. Ale jak widać psychika ludzka ciągle pozostaje niezgłębionym tematem...

Oczywiście autor po raz kolejny wprowadza czytelnika w osłupienie zakończeniem. Końcówki książek Mroza są już teraz jego znakiem charakterystycznym, bo ilekroć sięgam po jakieś jego dzieło, zawsze najbardziej wyczekuję zakończenia, jednocześnie wiedząc, że nie ważne ile bym nie myślała nad rozwiązaniem, ono i tak mnie zaskoczy. Tym razem jest podobnie, gdyż ostatnie strony są jak cios prosto w czytelnicze serce. Mam tylko dwa pytania – za co Mróz tak mści się na czytelnikach? I czy pojawi się kontynuacja „Behawiorysty”?

„Behawiorysta” ma wiele elementów charakterystycznych dla twórczości Mroza, a jednocześnie jest tak inny od reszty jego książek. Autor ujawnia nam mroczniejszą stronę ludzkiej psychiki, przedstawia szokujące informacje i jednocześnie odnosi się wrażenie, że gdyby taka sytuacja miała miejsce w realnym świecie, to ludzie wcale nie postąpiliby inaczej. To kryminał, który zmusza do refleksji, angażuje czytelnika i z pewnością nie pozostawi go obojętnym. I ciągle stawia jedno pytanie… Co my zrobilibyśmy w takiej sytuacji?



niedziela, września 25

Nadchodzi fala zachwytu! "Rewizja" - Remigiusz Mróz


Okładka książki Rewizja

Tytuł: Rewizja
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: Joanna Chyłka (tom 3)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 624
"- Niekoniecznie to miałem na myśli.
- A mnie koniecznie obchodzi, co miałeś"



Niezależnie od tego, czy jesteś miłośnikiem fantastyki, horrorów, tudzież powieści sensacyjnych, lub też wolisz zaszyć się pod kocem z kubkiem herbaty i jakimś romansidłem, są książki, które mogą łatwo odmienić upodobania gatunkowe. A nawet jeśli nie, to gwarantują nieprzespaną noc i umysł zaprzątnięty domaganiem się o kontynuację. Czy muszę jeszcze wspominać, że „Rewizja” Remigiusza Mroza jest właśnie takim dziełem?

Żona i córka Roberta Horwata, robotnika z Ursynowa zostają brutalnie zamordowane. Ich polisa na życie wynosiła milion złotych, nic więc dziwnego, że pierwszym podejrzanym jest właśnie Horwat, zwany także Bukano. Sprawa od razu wywołuje medialny szum, dlatego, że jest on Romem, więc to jedynie nasila podejrzenia. Obrony oskarżonego podejmuje się Joanna Chyłka, która ostatnio pogrzebała całą swą karierę i coraz bardziej pogrąża się w nałogu alkoholowym…

Zachwycałam się nad „Kasacją”, zachwycałam się nad „Zaginięciem” i tak, zachwycam się nad „Rewizją”. Zachwycam się ze względu na dopracowaną fabułę, genialnych bohaterów i zakończenia, które pozostawiają mętlik w głowie i sprawiają, że jedynym ratunkiem na kaca czytelniczego jest kolejna część z serii. A przytoczyłam jedynie trzy powody mojego zachwytu, uwierzcie mi, jest ich znacznie więcej.

"- Wypadło mi coś.
- Najwyraźniej. Mózg"

Zacznę od początku, czyli fabuły. Pomysł jest bardzo ciekawy, ale to wykonanie budzi podziw. Wszystko jest przemyślane, dopracowane i zapięte na ostatni guzik. Wiele wątków przeplata się ze sobą, pozostawiając więcej pytać, niż odpowiedzi i trzymając w niepewności. Jednocześnie widać, że jeśli Mróz już podjął jakiś nowy wątek, to ma na niego pomysł i nie porzuci go ot tak, lecz rozwinie w dalszej części książki. Niby każda część z cyklu to osobna historia, jednakże niektóre rzeczy pozostają niezmienne i rozwijają się w każdym kolejnym tomie. Najlepszym przykładem na to są bohaterowie, a właściwie to Chyłka i jej uzależnienie. Inny przykład – przeszłość prawniczki, jej rodzina, a to co zostało podjęte w tym tomie, z pewnością zostanie rozwinięte w „Immunitecie” i wbrew pozorom, nie są to drobiazgi nic nie znaczące dla fabuły. Ja muszę przyznać, że ujawnienia trochę faktów o przeszłości Chyłki, byłam równie ciekawa jak rozwiązania sprawy morderstwa, więc to jedynie zwiększa mój apetyt na kolejną część cyklu.
Chyłka w „Rewizji” spada trochę z formy, ale ciągle możemy obserwować jej błyskotliwe domysły, inteligencję i cięte riposty, chociaż tych było już trochę mniej niż w tomie pierwszym. „Rewizja” jest bardziej psychologiczna niż jej poprzedniczki, autor skupił się na bohaterach, dlatego ta część jest trochę mniej humorystyczna niż poprzednie. Nie jest to bynajmniej jej wadą, ponieważ sprawia, że nie mamy do czynienia jedynie z kolejnym kryminałem, w którym jedynym wątkiem jest poszukiwanie mordercy, ale możemy bliżej poznać bohaterów właśnie pod kątem psychologicznym. Wydaję mi się jednak, że autor przygotuje dla nas jeszcze niejedną niespodziankę w kolejnych tomach, a Chyłka zdąży niejednokrotnie zabłysnąć.

"- Zamyśliłem się - powiedział
- Nad czym?
- Nad Mordorem - odparł aplikant i rozłożył ręce.
Stary adwokat zmarszczył człoło, uwydatniając zmarszczki na nosie.
- Dlaczego tak nazywacie to miejsce?
- Nie czytał pan Tolkiena?
- Nie. Nie gustuję w tych dzisiejszych wampirach
"

Mimo, że „Rewizja” ma ponad 600 stron, to czyta się ją niesłychanie szybko. Jestem osobą, której tempo czytania jest przeciętne, czasu także nie mam zbyt dużo, a jednak skończyłam tę książkę w dwa dni, ponieważ nie byłam w stanie się od niej oderwać. Tak więc ostrzegam wszystkich potencjalnych czytelników: jeśli macie w planach coś ważnego do zrobienia nie zabierajcie się za „Rewizję”, ponieważ szybko jej nie odłożycie!
Wartka akcja to wielka zaleta dla kryminału, ale jednocześnie tempo jest dobrze wyważone, a całość nie pędzi „na łeb, na szyję”. Plastyczny i intrygujący sposób pisania Mroza sprawia, że napięcie  i pewna doza niepewności towarzyszą nam z każdą stroną, aż w końcu kumulują przy końcówce. A zakończenie to po prostu mistrzostwo! Ostatnie kilka rozdziałów czytałam z otwartymi szeroko oczami, już nie mówiąc o kilku ostatnich zdaniach… Jak można zrobić coś takiego czytelnikowi?! Już się boję, ile emocji przyniesie czwarty tom, ponieważ z taką końcówką zapowiada się naprawdę obiecująca kontynuacja!

Każda z części tego prawniczego cyklu jest równie interesująca i nie potrafię wybrać tej najlepszej. Rzadko kiedy zdarza się, aby każdy kolejny tom był równie dobry, ponieważ przyznaję, po przeczytaniu fenomenalnej „Kasacji” obawiałam się, że kolejne tomy nie zaprezentują już tak wysokiego poziomu i całe szczęście się myliłam. „Rewizja” to godna następczyni „Zaginięcia”, a poprzez pojawienie się kilku postaci, możemy również powspominać trochę „Kasację”, dlatego polecam czytanie w kolejności, ponieważ o ile sprawy morderstwa zostają zamknięte w jednym tomie, to jednak niektóre wątki pojawiają się jeszcze w następnych częściach.

Po raz kolejny jestem zachwycona! Uwielbiam to uczucie, kiedy człowiek po przeczytaniu naprawdę genialnej książki, jest przepełniony pozytywnymi emocjami i mógłby godzinami rozwodzić się na temat jak kapitalna jest to historia. Każdego zachęcam do sięgnięcia po twórczość Mroza niezależnie od preferowanych gatunków, ponieważ ja zaczynam się wreszcie przekonywać do kryminałów i jestem pewna, że oprócz Christie i Mroza pojawią się jeszcze inni autorzy. Polecam stukrotnie! A gdzież tam, tysiąckrotnie!  
 


poniedziałek, sierpnia 8

"Zaginięcie" - Remigiusz Mróz


Okładka książki Zaginięcie 

Tytuł: Zaginięcie
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: Joanna Chyłka (tom 2)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 512

"- Macie przesrane - ciągnął Kordian - Zaraz zjawią się tutaj ABW, CBŚ i wszelkie inne agencje, od których można utworzyć skrót. Łącznie z ZUS-em, a oni są najgorsi"


Jeszcze nie tak dawno dzieliłam się z Wami opinią na temat „Kasacji”, pierwszej części cyklu o dwójce prawników, Joannie Chyłce i Kordianie Oryńskim. Po tak piorunującym wrażeniu jakie wywarła na mnie ta książka, koniecznie chciałam zapoznać się z drugą częścią. Obawiałam się jednak, że kontynuacja nie dotrzyma wysokiego poziomu „Kasacji”. Obawy te, zniknęły jednak już po kilku pierwszych rozdziałach „Zaginięcia”. 
Z domku letniskowego w Sajenku, okolicach Augustowa, znika trzyletnia dziewczynka. Alarm był włączony przez całą noc, drzwi i okna pozamykane, a wokół domu nie znaleziono żadnych poszlak świadczących o porwaniu. Prokuratura stawia zarzut zabójstwa bogatym rodzicom, gdyż zamordowanie przez nich córki wydaje się jedynym logicznym rozwiązaniem. Mimo to, obrony oskarżonych podejmują się Joanna Chyłka i Kordian Oryński.
Po lekturze „Kasacji” byłam pewna, że nie wytrzymam długo i sięgnę po „Zaginięcie”, mimo mojego postanowienia nie kupowania nowych książek. Czego najbardziej nie mogłam się doczekać? Wybuchowego duetu Chyłka&Zordon, których relacja jest wprost elektryzująca! 

"- Koniec pomiatania kancelarią Żelazny & McVay. Przystępujemy do kontrataku.
- I jak mamy zamiar go wyprowadzić?
- Kultywując najszlachetniejsze tradycje naszej firmy.
- Będziemy łgać, przeinaczać fakty, naginać prawdę, stosować manipulacje i zastraszać ludzi?
- Lepiej bym tego nie ujęła"

W tej części widać, że bohaterowie się zmieniają. Kordian wydaje się teraz bardziej poważny, dzięki nabytemu doświadczeniu w środowisku prawniczym. Chyłka natomiast straciła trochę swojego animuszu na skutek pewnego wydarzenia, ale to wcale nie czyni jej mniej barwną. Bynajmniej! Tym razem to Zordon wychodzi z cienia i to on gra w tym kryminale pierwsze skrzypce. Chyłka staje się trochę spokojniejsza, może odrobinę bardziej pokorna, ale ciagle zachowuje swój cięty język i temperament. Uwielbiam bohaterów dynamicznych, którzy podczas książki się zmieniają. Dzięki temu nie są jedynie nazwiskami na kartkach papieru, ale wydają się jak najbardziej rzeczywiści. W tym wypadku, bohaterowie są największą zaletą tej książki.
Zakończenie „Kasacji” wprawiło mnie w osłupienie, a ten zwrot akcji przy ostatnich (dosłownie!) piętnastu stronach, okazał się mistrzowskim zabiegiem. Gdy czytałam „Zaginięcie” miałam przeczucie, że Remigiusz Mróz jeszcze zaserwuje jakąś niespodziankę czytelnikom przy ostatnich stronach. I nie myliłam się! Wybaczcie to utarte wyrażenie, ale akcja trzyma w napięciu do ostatnich stron. Niepewność wprost eksploduje z kart tego kryminału, a to jest właśnie najważniejsze w powieściach kryminalnych. Zakończenie robi niemałe wrażenie i właśnie dlatego jestem wdzięczna autorowi, że tak umiejętnie prowadzi akcję, aby do samego końca czytelnik nie był w stanie odłożyć książki na bok. To jest zdecydowanie jedna z takich pozycji, przy których „jeszcze tylko jeden rozdział” to czcze gadanie.
Bardzo podoba mi się lekki styl pisania Mroza, co sprawia, że nawet thriller prawniczy czyta się niesłychanie szybko. Po raz kolejny z rozbawieniem śledziłam przekomarzania słowne Chyłki i Zordona. Te dwie postacie są przede wszystkim bardzo ludzkie, nie wyidealizowane, mające wiele wad i mówiące prostym językiem. To właśnie sprawiło, że zapałałam do nich ogromną sympatią, ale także podziwem, za niestrudzone dążenie do celu. Od chwili, gdy tylko zakończyłam „Zaginięcie” byłam również pewna, że Joanna Chyłka stała się jedną z moich ulubionych książkowych bohaterek.
Nie wiem, czy jest to wynikiem odmiany gatunku, ale coraz lepiej odnajduję się w klimacie batalii sądowych, prawniczych intryg, czy medialnych afer. Mróz to pierwszy autor, który zdołał mnie przekonać do thrillerów prawniczych, ponieważ „Zaginięcie” nie jest tradycyjnym kryminałem. Te wszystkie aspekty, które wymieniłam składają się na naprawdę intrygującą książkę. Trochę kryminału, trochę thrillera, a nawet zadatek romansu. W tej lekturze każdy znajdzie coś dla siebie.
Szkoda, że kilka wątków nie zostało wyjaśnionych, ale jest to jedynie drobna uwaga przy całej wtórze zalet. Zakończenie nie pozostawia złudzeń, że czym prędzej sięgnę po „Rewizję”. No i oczywiście nie mogę się już doczekać ponownego spotkania z Chyłką i Zordonem. „Zaginięcie” zdecydowanie utrzymało poziom „Kasacji” i posiada wszystko, co zaciekawia czytelnika. Ryzyko słabszej kontynuacji? Nie tym razem!