Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty

piątek, czerwca 2

„Żniwiarz. Pusta noc” - Paulina Hendel



Tytuł: Żniwiarz. Pusta noc
Autor: Paulina Hendel
Cykl: Żniwiarz (tom 1)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 432






Początek Polski uznawany jest za równoznaczny z datą chrztu. Tyle że już dużo wcześniej nasze ziemie zamieszkiwały plemiona pogańskie, które czciły różne bóstwa słowiańskie. I chociaż ten urywek historii nie odzwierciedla się w żaden sposób w naszej obecnej kulturze, to czasem warto cofnąć się na chwilę do tych zamierzchłych czasów i zobaczyć jak to wszystko kształtowało się na naszych ziemiach. Taką właśnie próbę podjęła Paulina Hendel, pytanie tylko, czy to się jej udało?

poniedziałek, kwietnia 17

„The Call. Wezwanie" - Peadar Ó Guilín

Tytuł: The Call. Wezwanie
Tytuł oryginału: The Call
Seria: The Call (tom 1)
Autor: Peadar Ó Guilín
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 352

Naród musi przetrwać."




Wyobraź sobie, że całe Twoje życie jest jedną wielką szkołą przetrwania. Każdego dnia uczysz się walczyć, ćwiczysz sprawność fizyczną, poznajesz historię i język wroga. Żyjesz w ciągłej niepewności, gdyż wiesz, że w każdej chwili możesz zostać Wezwany. Będziesz musiał przeżyć dwadzieścia cztery godziny zdany tylko na siebie, podczas gdy tak naprawdę miną trzy minuty i cztery sekundy…

środa, grudnia 28

Nowe uzależnienie - Mrozoholizm



Tytuł: Immunitet
Autor: Remigiusz Mróz
Seria: Chyłka i Zordon (tom 4)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 648
"Wiesz, jak to mówią - pytania są dla nas ciężarem, ale odpowiedzi więzieniem, do którego sami się wtrącamy"



Jeszcze do niedawna nie zdawałam sobie sprawy jak niebezpieczne mogą się okazać uzależnienia. Można wyglądać jak widmo z niewyspania, nie odbierać bodźców z otaczającego nas świata, żyć życiem fikcyjnych bohaterów i tak jak każdy uzależniony, domagać się o kolejną dawkę. Tak, jak ja domagam się o kolejną dawkę przygód Chyłki i Zordona. Coś czuję, że to jedno z tych najbardziej niebezpiecznych uzależnień…

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego zostaje oskarżony o morderstwo, a sprawa jak zawsze jest pełna sprzeczności. Sędzia jest bardzo młody i dopiero objął stanowisko, a postawiono mu zarzuty o rzekome zabójstwo sprzed kilku lat. Człowieka, którego nawet nie zna. Czy to akt zemsty kogoś z przeszłości? Czy też może młody sędzia wcale nie zaczyna kariery z czystą kartą? Tego właśnie będzie próbowała dowiedzieć się Joanna Chyłka, które życie ostatnio nieustannie sypie kłody pod nogi…

Zakończenie Rewizji tradycyjnie pozostawiło mnie w wielkiej niepewności. Byłam zaskoczona, to fakt, ale też nie opuszczało mnie napięcie, co też stanie się dalej z dwójką bohaterów, z którymi tak zdążyłam się zżyć. Nadszedł więc Immunitet – książka, która rozwiewa pewne wątpliwości tylko po to, aby pozostawić czytelnika z jeszcze większą ich ilością.


"Nie mogła powiedzieć, by miejsce pracy miała dobrze zorganizowane. Stanowiło raczej antytezę tego, co proponowała japońska koncepcja 5S, leżąca u podwalin korporacyjnej egzystencji.

Sortowanie, systematyka, sprzątanie, standaryzacja, samodyscyplina. To miało zapewniać najwyższą efektywność pracy, przynajmniej według guru zarządzania, Takashiego Osady. Według Chyłki lepiej sprawdzała się koncepcja 1B. Jeden burdel"


Chyba tak, jak każdy czytelnik cyklu uwielbiam postać Joanny Chyłki. Jej bezkompromisowość, specyficzne upodobania i silny charakter czynią ją bardzo ciekawą bohaterką literacką. Podoba mi się jednak fakt, że autor nakreślił też jej rys psychologiczny, wtrącił kilka wydarzeń z jej przeszłości, przez co Chyłka staje się nam bliższa i czujemy z nią jeszcze mocniejszą więź. Rewizja pokazała nam tę dotychczas nieugiętą i hardą prawniczkę z całkowicie innej strony, jako człowieka, który mimo sukcesów, odnosi też swoje życiowe porażki i każdego dnia uczy się z nimi zmagać. Immunitet pokazuje natomiast nieszablonowość i złożoność Joanny, jako bohaterki literackiej, ujawnia tajemnice z jej przyszłości i tak naprawdę tworzy całą historię jej życia. Kładzie pewien fundament dla jej zachowania, a czytelnik dowiaduje się, co przyczyniło się do tego, jaka jest. Chyłka to Chyłka – to zbyt nietuzinkowa postać, aby w kilku zdaniach oddać jak genialnie została wykreowana. Chyba najlepiej przedstawia to to uczucie przywiązania, jakie czuje się do niej po czterech tomach serii.
O Zordonie nie będę się zbytnio rozpisywać, powiem tyle, że w Immunitecie przechodzi on przemianę, zrzucając maskę bezdusznego karierowicza. Znów więc możemy z rozbawieniem śledzić jego słowne utarczki z Chyłką. A zapewniam, że uśmiech jest gwarantowany, niezależnie od poczucia humoru (którego mi brakuje).
Jak zawsze Mróz stworzył intrygującą od samego początku intrygę, która spędza sen z powiek i zaprząta umysł czytelnika. Warto też wspomnieć, że poruszył tematy bardzo aktualne, gdyż sierpień i wrzesień, czyli miesiące, kiedy książka dopiero co weszła na rynek, były również spowite aferami wokół Trybunału. Temat jednak nie ucichł, a powiedziałabym nawet, że ognisko ostatnio znów zapłonęło na nowo, więc Immunitet ciągle obraca się wokół świeżych zagadnień. I chociaż polityka w książce się pojawia, to na pewno nie urazi niczyich przekonań i poglądów, wszystko bowiem co autor stworzył jest fikcją literacką, a czytelnik na pewno będzie zaaferowany w największej mierze głównym wątkiem książki. 


"- Napełniłam więc swój bak wystarczającą ilością tequili, by przełączyć się na tryb czarującej uprzejmości.
- Nie masz takiego trybu"


Przez bite sześćset stron tej książki, w mojej głowie kołatało jedno pytanie – czy sędzia zabił, czy też nie? Mróz zręcznie pokierował fabułą, dzięki czemu do końca nie wiemy, czy oskarżenia o zabójstwo są rzeczywiście słuszne, czy też jest to jedynie akt zemsty na świeżo upieczonym sędzi. Immunitet to kłębowisko pytań i niedopowiedzeń, spekulacji, dylematów i wszelkich innych domniemań. Czyli nic nowego – w końcu mamy do czynienia z książką Mroza. Czuję się więc w obowiązku was poinformować, że musicie zarezerwować długi wieczór (a może nawet i noc), bo tak szybko tej książki nie odłożycie.
Przejdźmy więc do sedna, czyli do zakończenia. Czy ja w ogóle muszę to komentować? Podejrzewam, że każda osoba, która zapoznała się już z jakąś książką Mroza wie, że autor potrafi wbić sztylet w pierś czytelnika dosłownie przy ostatnich stronach. Z początku prowadzi akcję spokojnie, a napięcie i zainteresowanie czytelnika wzrastają stopniowo. To tylko, tak jak ująłby to autor, preludium do kumulacji akcji przy samej końcówce, która wywołuje mnóstwo emocji w jednym momencie – zdziwienie, zaskoczenie, niedowierzanie i ostatecznie, irytację perspektywą czekania na kolejny tom serii. Rozwiązanie całej tajemnicy w Immunitecie aż tak mnie nie zszokowało, ale skutecznie uśpiło moją podejrzliwość, bo tego co stało się na ostatniej stronie książki przenigdy bym nie podejrzewała. Mróz jest jednym z nielicznych pisarzy (a u mnie znajduje się w czołówce), którzy potrafią zaserwować takie zwroty akcji.
Teraz do czegoś się przyznam – czytanie książek Mroza staje się uzależniające. Naprawdę. Jeśli macie dużo obowiązków, odradzam sięganie po jego twórczość. Odpukać. Nie kierujcie się moją sugestią, bo nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile tracicie. Ola ładnie to ujęła – Mrozoholizm.
W kilku słowach podsumowując, Immunitet to godny następca Rewizji. Książka, która pełna jest niedopowiedzeń, ale jednocześnie jest tak fenomenalnie skonstruowana, że czytelnik do końca nie jest pewny jej zakończenia. Chyłka powraca do formy, Zordon wyskakuje po rozum do głowy, a my znów z uśmiechem na twarzy śledzimy dialogi między tą dwójką. Immunitet to spora dawka humoru, ale też angażujący thriller na co najmniej kilka godzin. Wyłącznie więc telefon, dzwonek do drzwi, zaparzcie herbatę i pozwólcie całkowicie oddać się tej umysłowej rozrywce.
  
Za książkę chciałabym bardzo podziękować księgarni internetowej bokinabo.pl
Znalezione obrazy dla zapytania księgarnia bokinabo

niedziela, września 25

Nadchodzi fala zachwytu! "Rewizja" - Remigiusz Mróz


Okładka książki Rewizja

Tytuł: Rewizja
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: Joanna Chyłka (tom 3)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 624
"- Niekoniecznie to miałem na myśli.
- A mnie koniecznie obchodzi, co miałeś"



Niezależnie od tego, czy jesteś miłośnikiem fantastyki, horrorów, tudzież powieści sensacyjnych, lub też wolisz zaszyć się pod kocem z kubkiem herbaty i jakimś romansidłem, są książki, które mogą łatwo odmienić upodobania gatunkowe. A nawet jeśli nie, to gwarantują nieprzespaną noc i umysł zaprzątnięty domaganiem się o kontynuację. Czy muszę jeszcze wspominać, że „Rewizja” Remigiusza Mroza jest właśnie takim dziełem?

Żona i córka Roberta Horwata, robotnika z Ursynowa zostają brutalnie zamordowane. Ich polisa na życie wynosiła milion złotych, nic więc dziwnego, że pierwszym podejrzanym jest właśnie Horwat, zwany także Bukano. Sprawa od razu wywołuje medialny szum, dlatego, że jest on Romem, więc to jedynie nasila podejrzenia. Obrony oskarżonego podejmuje się Joanna Chyłka, która ostatnio pogrzebała całą swą karierę i coraz bardziej pogrąża się w nałogu alkoholowym…

Zachwycałam się nad „Kasacją”, zachwycałam się nad „Zaginięciem” i tak, zachwycam się nad „Rewizją”. Zachwycam się ze względu na dopracowaną fabułę, genialnych bohaterów i zakończenia, które pozostawiają mętlik w głowie i sprawiają, że jedynym ratunkiem na kaca czytelniczego jest kolejna część z serii. A przytoczyłam jedynie trzy powody mojego zachwytu, uwierzcie mi, jest ich znacznie więcej.

"- Wypadło mi coś.
- Najwyraźniej. Mózg"

Zacznę od początku, czyli fabuły. Pomysł jest bardzo ciekawy, ale to wykonanie budzi podziw. Wszystko jest przemyślane, dopracowane i zapięte na ostatni guzik. Wiele wątków przeplata się ze sobą, pozostawiając więcej pytać, niż odpowiedzi i trzymając w niepewności. Jednocześnie widać, że jeśli Mróz już podjął jakiś nowy wątek, to ma na niego pomysł i nie porzuci go ot tak, lecz rozwinie w dalszej części książki. Niby każda część z cyklu to osobna historia, jednakże niektóre rzeczy pozostają niezmienne i rozwijają się w każdym kolejnym tomie. Najlepszym przykładem na to są bohaterowie, a właściwie to Chyłka i jej uzależnienie. Inny przykład – przeszłość prawniczki, jej rodzina, a to co zostało podjęte w tym tomie, z pewnością zostanie rozwinięte w „Immunitecie” i wbrew pozorom, nie są to drobiazgi nic nie znaczące dla fabuły. Ja muszę przyznać, że ujawnienia trochę faktów o przeszłości Chyłki, byłam równie ciekawa jak rozwiązania sprawy morderstwa, więc to jedynie zwiększa mój apetyt na kolejną część cyklu.
Chyłka w „Rewizji” spada trochę z formy, ale ciągle możemy obserwować jej błyskotliwe domysły, inteligencję i cięte riposty, chociaż tych było już trochę mniej niż w tomie pierwszym. „Rewizja” jest bardziej psychologiczna niż jej poprzedniczki, autor skupił się na bohaterach, dlatego ta część jest trochę mniej humorystyczna niż poprzednie. Nie jest to bynajmniej jej wadą, ponieważ sprawia, że nie mamy do czynienia jedynie z kolejnym kryminałem, w którym jedynym wątkiem jest poszukiwanie mordercy, ale możemy bliżej poznać bohaterów właśnie pod kątem psychologicznym. Wydaję mi się jednak, że autor przygotuje dla nas jeszcze niejedną niespodziankę w kolejnych tomach, a Chyłka zdąży niejednokrotnie zabłysnąć.

"- Zamyśliłem się - powiedział
- Nad czym?
- Nad Mordorem - odparł aplikant i rozłożył ręce.
Stary adwokat zmarszczył człoło, uwydatniając zmarszczki na nosie.
- Dlaczego tak nazywacie to miejsce?
- Nie czytał pan Tolkiena?
- Nie. Nie gustuję w tych dzisiejszych wampirach
"

Mimo, że „Rewizja” ma ponad 600 stron, to czyta się ją niesłychanie szybko. Jestem osobą, której tempo czytania jest przeciętne, czasu także nie mam zbyt dużo, a jednak skończyłam tę książkę w dwa dni, ponieważ nie byłam w stanie się od niej oderwać. Tak więc ostrzegam wszystkich potencjalnych czytelników: jeśli macie w planach coś ważnego do zrobienia nie zabierajcie się za „Rewizję”, ponieważ szybko jej nie odłożycie!
Wartka akcja to wielka zaleta dla kryminału, ale jednocześnie tempo jest dobrze wyważone, a całość nie pędzi „na łeb, na szyję”. Plastyczny i intrygujący sposób pisania Mroza sprawia, że napięcie  i pewna doza niepewności towarzyszą nam z każdą stroną, aż w końcu kumulują przy końcówce. A zakończenie to po prostu mistrzostwo! Ostatnie kilka rozdziałów czytałam z otwartymi szeroko oczami, już nie mówiąc o kilku ostatnich zdaniach… Jak można zrobić coś takiego czytelnikowi?! Już się boję, ile emocji przyniesie czwarty tom, ponieważ z taką końcówką zapowiada się naprawdę obiecująca kontynuacja!

Każda z części tego prawniczego cyklu jest równie interesująca i nie potrafię wybrać tej najlepszej. Rzadko kiedy zdarza się, aby każdy kolejny tom był równie dobry, ponieważ przyznaję, po przeczytaniu fenomenalnej „Kasacji” obawiałam się, że kolejne tomy nie zaprezentują już tak wysokiego poziomu i całe szczęście się myliłam. „Rewizja” to godna następczyni „Zaginięcia”, a poprzez pojawienie się kilku postaci, możemy również powspominać trochę „Kasację”, dlatego polecam czytanie w kolejności, ponieważ o ile sprawy morderstwa zostają zamknięte w jednym tomie, to jednak niektóre wątki pojawiają się jeszcze w następnych częściach.

Po raz kolejny jestem zachwycona! Uwielbiam to uczucie, kiedy człowiek po przeczytaniu naprawdę genialnej książki, jest przepełniony pozytywnymi emocjami i mógłby godzinami rozwodzić się na temat jak kapitalna jest to historia. Każdego zachęcam do sięgnięcia po twórczość Mroza niezależnie od preferowanych gatunków, ponieważ ja zaczynam się wreszcie przekonywać do kryminałów i jestem pewna, że oprócz Christie i Mroza pojawią się jeszcze inni autorzy. Polecam stukrotnie! A gdzież tam, tysiąckrotnie!  
 


poniedziałek, września 12

"Ballada o przestępcach" - Marcin Hybel


Okładka książki Ballada o przestępcach

Tytuł: Ballada o przestępcach
Autor: Marcin Hybel
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 462







Uwielbiam książki, które pozwalają nam przenieść się do innej epoki, daleko w przeszłość, kiedy życie było tak inne od naszej rzeczywistości.  Nic więc dziwnego, że wystarczyły dwa słowa, abym zapragnęła sięgnąć po „Balladę o przestępcach”. Średniowieczna Anglia.
W drodze do Londynu wędrowna trupa zostaje napadnięta, a z życiem uchodzą jedynie dwaj bracia, Gilbert i William. Dzieci zostają porwane i wkrótce okazuje się, że mają rozpocząć szkolenie, młodszy Gilbert jako morderca, starszy Will w fachu złodzieja. Chłopcy będą musieli odnaleźć się w nowej, pełnej bólu i goryczy rzeczywistości, zaufać całkowicie obcym osobom, w czasach, które mogą się okazać wyjątkowo okrutne dla naiwnych dzieci.
Przyznaję się szczerze, że niewiele wystarcza, aby zachęcić mnie do książki. Wystarczy chociażby umiejscowienie akcji w średniowiecznej Anglii. Jest to jednak książka polskiego autora, dlatego nie byłam do końca pewna, jaki będzie efekt końcowy. Okazuje się jednak, że „Ballada o przestępcach” to kolejny przykład na to, że warto czytać rodzimych pisarzy.
Przede wszystkim to, co jest wyczuwalne już od pierwszych stron powieści to zmiana epoki, widać, że przenosimy się w całkiem odmienne czasy. Od początku akcja rozwija się szybko, nie musimy czekać długo na pierwsze istotne wydarzenia. Oczekiwałam książki przygodowej i rzeczywiście taką dostałam już od pierwszych stron. Szybkie tempo akcji utrzymane jest praktycznie przez całą powieść, tak więc pod tym kątem nie można jej nic zarzucić, można jedynie pozwolić, aby pochłonął nas wir zdarzeń. Osoby, które oczekują porywającej historii, będą zapewne najbardziej zadowolone, ponieważ od tej książki naprawdę trudno jest się oderwać.
Bardzo spodobał mi się fakt, że obserwujemy braci, którzy muszą radzić sobie bez rodziny, nikogo kto otoczyłby ich opieką, pocieszył dobrym słowem, czy po prostu wsparł na duchu. Szybko stają się samodzielni, a zmiany w ich charakterach są dokładnie zarysowane. O ile poznajemy ich jako młodych i porywczych chłopców, o tyle wyraźniejsze wydają się przemiany ich osobowości. Bardziej rozbudowany wydawał mi się wątek Willa i może dlatego, to właśnie do niego mocniej się przywiązałam. Trzeba przyznać, że mimo środowiska w jakim się obraca, ciągle zachowuje swój własny rozsądek i uczucia, chociaż zdarza mu się mieć chwile zwątpienia. Końcówka książki była pod tym względem szczególnie emocjonująca, kiedy to właśnie mogliśmy śledzić rozterki moralne bohatera. Gilbert natomiast nie zapadł mi głęboko w pamięć, ale możliwe, że powodem było to, że po prostu bardziej zafascynowała mnie postać Willa i to na nim skupiłam uwagę. Młodszy z braci jest jednak doskonałym przykładem na to, jak okrutne są czasy średniowieczne, kiedy nie oszczędza się nawet dzieci. Dzięki jego osobie możemy także z pewną grozą, chociaż i zaciekawieniem obserwować „ciemne wieki Kościoła”.
Styl pisania autora jest raczej prosty, chociaż momentami używa on wyrażeń, które już wyszły z użytku. W tej książce pojawia się dość dużo wulgaryzmów, co może niektórym przeszkadzać, ale z drugiej strony, dzięki temu jeszcze lepiej nakreślona jest brutalność średniowiecznej Anglii. Z początku dialogi wydawały mi się jakby trochę wymuszane, ale uczucie to zniknęło, kiedy akcja nabrała tempa, a wymiany zdań stały się istotne dla przebiegu fabuły.
Zawsze poszukuję w książce czegoś co ją wyróżni, a w tym wypadku jest to umiejscowienie akcji i sądzę, że to właśnie ono jest największą zaletą „Ballady o przestępcach”. Mimo, że powieść ma kilka drobnych wad, to jednak przeczytałam ją z zaciekawieniem, przeżywając pełną zwrotów akcji i emocji, porywającą przygodę. No i po raz kolejny zafundowałam sobie literacką podróż w czasie!
 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

 Znalezione obrazy dla zapytania czwarta strona



poniedziałek, sierpnia 8

"Zaginięcie" - Remigiusz Mróz


Okładka książki Zaginięcie 

Tytuł: Zaginięcie
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: Joanna Chyłka (tom 2)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 512

"- Macie przesrane - ciągnął Kordian - Zaraz zjawią się tutaj ABW, CBŚ i wszelkie inne agencje, od których można utworzyć skrót. Łącznie z ZUS-em, a oni są najgorsi"


Jeszcze nie tak dawno dzieliłam się z Wami opinią na temat „Kasacji”, pierwszej części cyklu o dwójce prawników, Joannie Chyłce i Kordianie Oryńskim. Po tak piorunującym wrażeniu jakie wywarła na mnie ta książka, koniecznie chciałam zapoznać się z drugą częścią. Obawiałam się jednak, że kontynuacja nie dotrzyma wysokiego poziomu „Kasacji”. Obawy te, zniknęły jednak już po kilku pierwszych rozdziałach „Zaginięcia”. 
Z domku letniskowego w Sajenku, okolicach Augustowa, znika trzyletnia dziewczynka. Alarm był włączony przez całą noc, drzwi i okna pozamykane, a wokół domu nie znaleziono żadnych poszlak świadczących o porwaniu. Prokuratura stawia zarzut zabójstwa bogatym rodzicom, gdyż zamordowanie przez nich córki wydaje się jedynym logicznym rozwiązaniem. Mimo to, obrony oskarżonych podejmują się Joanna Chyłka i Kordian Oryński.
Po lekturze „Kasacji” byłam pewna, że nie wytrzymam długo i sięgnę po „Zaginięcie”, mimo mojego postanowienia nie kupowania nowych książek. Czego najbardziej nie mogłam się doczekać? Wybuchowego duetu Chyłka&Zordon, których relacja jest wprost elektryzująca! 

"- Koniec pomiatania kancelarią Żelazny & McVay. Przystępujemy do kontrataku.
- I jak mamy zamiar go wyprowadzić?
- Kultywując najszlachetniejsze tradycje naszej firmy.
- Będziemy łgać, przeinaczać fakty, naginać prawdę, stosować manipulacje i zastraszać ludzi?
- Lepiej bym tego nie ujęła"

W tej części widać, że bohaterowie się zmieniają. Kordian wydaje się teraz bardziej poważny, dzięki nabytemu doświadczeniu w środowisku prawniczym. Chyłka natomiast straciła trochę swojego animuszu na skutek pewnego wydarzenia, ale to wcale nie czyni jej mniej barwną. Bynajmniej! Tym razem to Zordon wychodzi z cienia i to on gra w tym kryminale pierwsze skrzypce. Chyłka staje się trochę spokojniejsza, może odrobinę bardziej pokorna, ale ciagle zachowuje swój cięty język i temperament. Uwielbiam bohaterów dynamicznych, którzy podczas książki się zmieniają. Dzięki temu nie są jedynie nazwiskami na kartkach papieru, ale wydają się jak najbardziej rzeczywiści. W tym wypadku, bohaterowie są największą zaletą tej książki.
Zakończenie „Kasacji” wprawiło mnie w osłupienie, a ten zwrot akcji przy ostatnich (dosłownie!) piętnastu stronach, okazał się mistrzowskim zabiegiem. Gdy czytałam „Zaginięcie” miałam przeczucie, że Remigiusz Mróz jeszcze zaserwuje jakąś niespodziankę czytelnikom przy ostatnich stronach. I nie myliłam się! Wybaczcie to utarte wyrażenie, ale akcja trzyma w napięciu do ostatnich stron. Niepewność wprost eksploduje z kart tego kryminału, a to jest właśnie najważniejsze w powieściach kryminalnych. Zakończenie robi niemałe wrażenie i właśnie dlatego jestem wdzięczna autorowi, że tak umiejętnie prowadzi akcję, aby do samego końca czytelnik nie był w stanie odłożyć książki na bok. To jest zdecydowanie jedna z takich pozycji, przy których „jeszcze tylko jeden rozdział” to czcze gadanie.
Bardzo podoba mi się lekki styl pisania Mroza, co sprawia, że nawet thriller prawniczy czyta się niesłychanie szybko. Po raz kolejny z rozbawieniem śledziłam przekomarzania słowne Chyłki i Zordona. Te dwie postacie są przede wszystkim bardzo ludzkie, nie wyidealizowane, mające wiele wad i mówiące prostym językiem. To właśnie sprawiło, że zapałałam do nich ogromną sympatią, ale także podziwem, za niestrudzone dążenie do celu. Od chwili, gdy tylko zakończyłam „Zaginięcie” byłam również pewna, że Joanna Chyłka stała się jedną z moich ulubionych książkowych bohaterek.
Nie wiem, czy jest to wynikiem odmiany gatunku, ale coraz lepiej odnajduję się w klimacie batalii sądowych, prawniczych intryg, czy medialnych afer. Mróz to pierwszy autor, który zdołał mnie przekonać do thrillerów prawniczych, ponieważ „Zaginięcie” nie jest tradycyjnym kryminałem. Te wszystkie aspekty, które wymieniłam składają się na naprawdę intrygującą książkę. Trochę kryminału, trochę thrillera, a nawet zadatek romansu. W tej lekturze każdy znajdzie coś dla siebie.
Szkoda, że kilka wątków nie zostało wyjaśnionych, ale jest to jedynie drobna uwaga przy całej wtórze zalet. Zakończenie nie pozostawia złudzeń, że czym prędzej sięgnę po „Rewizję”. No i oczywiście nie mogę się już doczekać ponownego spotkania z Chyłką i Zordonem. „Zaginięcie” zdecydowanie utrzymało poziom „Kasacji” i posiada wszystko, co zaciekawia czytelnika. Ryzyko słabszej kontynuacji? Nie tym razem!