Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, maja 11

„Więcej czerwieni" - Katarzyna Puzyńska


Tytuł: Więcej czerwieni
Cykl: Lipowo (tom 2)
Autor: Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: wrzesień 2014
Liczba stron: 560








Wydaje mi się, że kryminał to ten gatunek, który w Polsce rozwija się najprężniej. Nie wiem, skąd to wynika, może po prostu już w naszej mentalności zakodowana jest miłość do zbrodni. Kolejnym przykładem na geniusz powieści kryminalnej jest seria o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej. Atmosfera sielska tylko z pozoru, fascynujące tło obyczajowe i wyrazista pani komisarz – to właśnie znajdziecie w „Więcej czerwieni”.

środa, stycznia 25

"Motylek" - Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Motylek
Seria: Lipowo (tom 1)
Autor: Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 608

"Nie zawsze trzeba być efektownym, aby być efektywnym"




Lipowo – niewielka wioska na mazurach, gdzie każdy zna każdego. Sąsiad wie wszystko o sąsiedzie, plotki rozchodzą się błyskawicznie, a ciekawość mieszkańców podsyca tajemniczy blog nasze-lipowo. Do dopełnienia tego obrazu sielskiej i spokojnej mieściny brakuje tylko… morderstwa?
Pewnego dnia na skraju wsi Lipowo, zostają odnalezione zwłoki zakonnicy. Nikt nie wie, dlaczego zmierzała w stronę wioski, ani jakie mogły być motywy popełnienia zbrodni. Niedługo później ginie kolejna osoba, a morderca wydaje się igrać z policją. Daniel Podgórski – młodszy aspirant komendy lokalnej policji zajmuje się śledztwem wraz z kontrowersyjną komisarz Klementyną Kopp. Na jaw wychodzą kolejne tajemnice, a z pozoru spokojna miejscowość, nagle staje się miejscem polowania mordercy.

Katarzyna Puzyńska w swojej książce bardzo dobrze unaoczniła czytelnikom atmosferę małej miejscowości, z pozoru spokojnej i zacisznej, a tak naprawdę skrywającej wiele tajemnic i mrocznych sekretów. Te wszystkie zagadki i intrygi nawarstwiają się i tworzą taki koc – koc, którym jesteśmy otuleni do ostatnich stron tej książki. Bardzo łatwo „wsiąknęłam” w klimat Motylka, szybko wczułam się w tę gęstą atmosferę Lipowa, a w myślach tworzyłam obrazy i sylwetki postaci do własnego wyobrażenia historii. Na pewno bardzo pomaga tu plastyczny styl autorki, język, którym się posługuje jest prosty i przystępny, ale niczego więcej nie oczekuję po kryminale. Zdecydowanie jednak nie da się zaprzeczyć temu, że rzeczywistość małej mazurskiej wioski pochłania nas od pierwszej strony do tego stopnia, że po przeczytaniu książki odnosi się wrażenie, iż patrząc na mapę, znajdziemy tam punkt podpisany Lipowo.

Jeśli jednak Motylek jawi wam się teraz jako tajemniczy, acz raczej spokojny i beztroski kryminał, natychmiast wymażcie ten obraz z pamięci. Obyczajowe tło to tylko przykrywka dla historii, która wciąga i trzyma czytelnika w swoich szponach przez długie godziny. W Motylku całe multum wątków przeplata się między sobą i łączy w zaskakującą całość. Nigdy nie spodziewałabym się, że historie mieszkańców małej wioski, ich życiorysy, codzienne dramaty i rozterki mogą być tak hipnotyzujące, tworząc jednocześnie ciekawą intrygę. Nic w tej książce nie jest przypadkowe, autorka konsekwentnie poprowadziła fabułę, a rozwiązania większości wątków są w pełni satysfakcjonujące. Z drugiej strony, pozostawiła kilka smaczków i zagryzek dla czytelnika na kolejne tomy, więc cóż… nie pozostaje nic innego jak zarezerwować sobie czas na spędzenie go w tajemniczym Lipowie.

Morderca, detektyw i ewentualnie kilka świadków? Nie w dziele Kasi Puzyńskiej. Umieszczenie na kartach powieści tylu postaci to na pewno duże wyzwanie dla autora, bo nie wystarczy przedstawić ich z imienia i nazwiska, trzeba też przybliżyć ich sylwetki czytelnikom. I trzeba przyznać, że Puzyńska świetnie wywiązała się z zadania, tworząc barwne i wyraziste postacie, gdyż nie tylko główni bohaterowie przyciągają uwagę, ci drugoplanowi również zapadają na długo w pamięć. Młodszy aspirant Daniel Podgórski, będący też szefem komisariatu lokalnej policji, jest trochę nieporadny, momentami wywołuje uśmiech politowania, ale jest również bardzo ambitny i na pewno budzi sympatię czytelnika. Komisarz Klementyna Kopp jest dla odmiany zdecydowana i nie daje sobą pomiatać, a przy tym ma dość… specyficzny charakter. Nie każdemu jej styl bycia i sposób wypowiadania się mogą przypaść do gustu, jednakże ja właśnie dzięki takim drobnym akcentom odebrałam ją jako oryginalną i nietuzinkową bohaterkę, a przy tym sporą zagadkę. Przeszłość Klementyny jest bowiem kolejnym elementem, którzy od razu rozbudził we mnie ciekawość i liczę na uchylenie rąbka tajemnicy w kolejnych tomach serii.
Wypadałoby jeszcze wspomnieć coś o zakończeniu, tyle że tak, jak w przypadku książek Mroza, po prostu brakuje mi słów, aby opisać emocje kotłujące się w czytelniku po takim rozwiązaniu sprawy. Powiem tyle – podejrzewałam wszystkich, tylko nie mordercę. A już myślałam, że mam coś z umysłu detektywa...

Ubrać wszystkie emocje, które zderzają się ze sobą w mojej głowie jeszcze kilka tygodni po skończeniu tej lektury w kilka słów podsumowania, nie jest łatwo :) Świetnie skonstruowane tło obyczajowe tworzy wraz z niebanalną intrygą genialny kryminał, który z pewnością będzie prawdziwą gratką nie tylko dla miłośników gatunku. Wielkie brawa należą się również autorce za gamę przeróżnych bohaterów, z których każdy posiada swoje indywidualne cechy i nietuzinkowy charakter. Więc wyobraźcie sobie teraz radość czytelnika, który ma świadomość, że przed nim jeszcze sześć tomów zapowiadającej się fenomenalnie serii!




piątek, kwietnia 22

"Piekło pocztowe" - Terry Pratchett


 

Tytuł: Piekło pocztowe
Tytuł oryginału: Going Postal
Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: wrzesień 2008
Liczba stron: 360

"W sposób, jakiego nie uświadamiał sobie aż do teraz, był całkiem samotny. Zawsze był samotny. To jedyna metoda zapewnienia sobie bezpieczeństwa"

Terry Pratchett to bardzo znany autor książek fantasy, który zasłynął ze swojej serii „Świat Dysku”. Nigdy nie potrafiłam się zdecydować co sądzę o jego twórczości, ponieważ jego książki albo czytałam z przyjemnością i podziwem dla pomysłowości autora, albo kompletnie nie przypadały mi do gustu, jak to było choćby w przypadku „Koloru magii”, pierwszej części cyklu „Świata Dysku". Tym razem postanowiłam sięgnąć po „Piekło pocztowe”, które miało dość wysokie oceny z nadzieją, że na tej książce się nie zwiodę. Niestety, ale moja nadzieja okazała się płonna.
Moist von Lipwig to mistrz oszustwa, krętactwa i perswazji. Jednakże pewnego dnia staje przed wyborem – albo zostanie powieszony, albo postawi na nogi konające usługi pocztowe w Ankh-Morpork. Budynek urzędu pocztowego okazuje się być całkowicie zasypany przestarzałą pocztą, a mieszkańcy przestali wierzyć, że coś takiego jak doręczenie listu jest w ogóle możliwe. Jednakże na Moista będzie czekać szereg komplikacji, a także konkurencja będąca prezesem zarządu kompanii semaforowej Wielkiego Pnia. Moist może być zdany tylko na siebie. I czy podczas tego zamieszania uda mu się przekonać do swojej osoby miłośniczkę golemów Adorę Belle Dearheart?

"Spiesz się, bo nigdy nie wiesz, co cię dogania"

Terry Pratchett pisze książki, które mają na celu być po prostu rozrywką dla czytelnika. W końcu nie jest to literatura na bardzo wysokim poziomie, do refleksji też raczej nie skłania, a nawet trudno określić tematykę, którą porusza. No bo o czym tak właściwie są jego książki? Zadanie głównego bohatera to unowocześnienie, chociaż można by powiedzieć, że budowa od zera, systemu pocztowego w Ankh-Morpork. Tak więc książka do wymagających nie należy, a ma jedynie wprowadzić czytelnika w stan beztroskości. Więc dlaczego ja nie odczułam przy niej ani chwili wytchnienia, a wręcz przeciwnie, czasem się męczyłam? Powodem jest akcja, która tak naprawdę nie zbiega się do żadnego punktu kulminacyjnego. Przez większą część lektury trudno mi było stwierdzić, czy w ogóle nastąpi jakaś odmiana i będę mogła spodziewać się zawiązania akcji, która toczyła się raczej wolno i opisywała po prostu pomysły głównego bohatera i przeciwności, z którymi musiał się zmagać, co mówiąc najprostszym sposobem, kompletnie mnie nie zaciekawiło.
Fabuła zmierza donikąd - to przede wszystkim zarzucam tej książce. Muszę jednak przyznać, że jest kilka plusów, które zauważyłam podczas czytania. Terry Pratchett znany jest ze swojego specyficznego stylu pisania i lekkiego humoru. W „Piekle pocztowym” także można było wyczuć jego charakterystyczne pióro, a jego opisy czy też komentarze były często ubarwieniem dla monotonnej akcji. Autor umiejętnie konstruuje dialogi, które czasem wydawałyby się pozbawione sensu lub absurdalne, ale dzięki swojemu komizmowi także śledzi się je z zaciekawieniem. Wprowadzają tę charakterystyczną nutkę humoru, która jak dotychczas miałam okazję zauważyć, jest niezbędnym elementem w książkach Pratchetta.

"Pieniądze nie są rzeczą, nie są nawet procesem. To rodzaj wspólnego marzenia. Śnimy, że mały dysk zwykłego metalu wart jest solidnego posiłku. Kiedy już przebudzisz się z tego snu, możesz pływać po morzu pieniędzy"

Nie nazwałabym bohaterów tej książki realistycznymi, ponieważ nie muszą zmagać się z żadnymi problemami naszej codzienności, ale po prostu żyją w swoim świecie, gdzie ich troski przybierają dla nas wręcz niedorzeczny wyraz. Moist to oszust i złodziej, a zamiast trafić do więzienia, zyskuje pozycję społeczną, która jest dla niego całkowicie nieodpowiednia, ale ludzie zaczynają go doceniać. To jest właśnie przykład tego absurdu sytuacji, który występuje w książkach Pratchetta. Muszę jednak przyznać, że jedna postać w szczególności zrobiła na mnie wrażenie i także pozytywnie mnie zaskoczyła, a była nią Adora Belle Dearheart. Kobieta o silnym charakterze, niezależna, która potrafi postawić na swoim i wykazuje się pomysłowością w wielu sytuacjach. Stwarza pozory bezuczuciowej i obojętnej, ale tak naprawdę ona również potrafi wykazać się odrobiną empatii. Bohaterowie, których stworzył Terry Pratchett są z pewnością barwni, a ich zadaniem jest rozśmieszenie czytelnika. Mimo, że do śmiechu było mi raczej daleko podczas czytania książki, to jednak dało się wyczuć tę nutkę ironii, która sprawiła, że „Piekło pocztowe”  miejscami potrafiło wprowadzić czytelnika w ten nastrój beztroskości.
Jak widać książka wypadła jak dla mnie dość przeciętnie, ponieważ o ile pewne jej aspekty przypadły mi do gustu, o tyle wrażenie zepsuła monotonna i rozciągnięta akcja, która moim zdaniem została po prostu nieodpowiednio poprowadzona. Nie jest to taka książka, do której ja z chęcią bym powróciła, ale możliwe, że moje negatywne nastawienie jest również spowodowane tym, że oczekiwałam naprawdę porywającej i jednocześnie zabawnej lektury. Elementami, które podbudowały trochę pierwsze nie najlepsze wrażenie, były bohaterowie oraz lekki styl pisania autora. Jeśli ktoś docenia przede wszystkim te właśnie aspekty książki, podejrzewam, że może być całkiem zadowolony, jednakże dla miłośników wciągającej fantastyki i kreatywnych historii, polecam raczej inne książki Terry’ego Pratchetta jak choćby „Kapelusz pełen nieba” oraz Dywan”.

Moja ocena: 5/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Kiedyś przeczytam".



środa, kwietnia 22

"Kolor magii" - niezbyt wciągająca, ale bardzo śmieszna!

"Nienawiść jest siłą przyciągającą, tak jak miłość"

Uwielbiam styl pisania Terry'ego Pratchetta. Zdarzenia, w których pozornie nie ma nic śmeisznego, potrafi przekształcić w komiczne sytuacje. Jego pomysły są oryginalne i niepowtarzalne. Uczta dla duszy.
"Kolor magii" to pierwsza część ze słynnego cyklu "Świat Dysku". Opowiada losy maga Rincewinda, który pewnego dnia zostaje prywatnym przewodnikiem turysty o imieniu Dwukwiat. Razem przeżywają różne przygody.
Z początku książka wydawała mi się nudna. Jednakże doszłam do wniosku, że jest to ten rodzaj literatury, w którym nie podziwiam fabuły, lecz styl napisania książki. Zdarzenia nie pochłonęły mnie tak jak oczekiwałam, ale za to, niedosyt wynagrodziła mi porządna dawka śmiechu. Bardzo podobały mi się opisy, które były barwne i ciekawe. Jeśli ktoś szuka czegoś nowego lub oryginalnego, to "Kolor magii" jest idealny. Książka nie jest oparta na przewidywalnych schematach, często widywanych w fantastyce. Wprawdzie czasem nużyła mnie akcja, która toczyła się stosunkowo wolno, to daję wielki plus za przekształcanie zdarzeń w żart i swobodny język autora.
"Kolor magii" jest idealny na smutne, ponure, deszczowe dni. Lektura rozśmieszająca do łez!

 ocena: 6/10

~Shadow