Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, sierpnia 23

Przenieśmy się do czasów XIX-wiecznej Anglii, czyli "Duma i uprzedzenie" - Jane Austen



Tytuł: Duma i uprzedzenie
Tytuł oryginału: Pride and Prejudice
Autor: Jane Austen
Seria: Angielski Ogród
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania oryginału: styczeń 1813
Liczba stron: 368
"Duma związana jest z tym, co sami o sobie myślimy, próżność zaś z tym, co chcielibyśmy, żeby inni o nas myśleli"


XIX-wieczna Anglia to czasy, kiedy kobiety nosiły długie suknie, wybierały się na bale i myślały jedynie o zamążpójściu. To czasy, kiedy mężczyźni zachwycali szarmancją i uprzejmością, a niejednokrotnie ich jedynym zmartwieniem było znalezienie właściwej żony. Właśnie do takich czasów zabiera nas najgłośniejsza powieść Jane Austen, „Duma i uprzedzenie”. Przenieśmy się więc o dwieście lat wstecz…
Państwo Bennetowie mają jedno zmartwienie. Przyszła pora, aby wydać za mąż ich pięć dorosłych córek. Niespodziewanie pojawia się ku temu okazja, kiedy sąsiedzką posiadłość zamierza dzierżawić pewien młody i przystojny człowiek. Co więcej, wraz z nim przyjeżdża jego bogaty i arogancki przyjaciel, wywołując obruszenie i wiele plotek w spokojnym i cichym miasteczku.
„Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu, a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony”. Pierwsze zdanie tej książki jest wyjątkowo wymowne. Jednakże wbrew pozorom, ta książka nie skupia się tylko na jednym temacie – zamążpójściu. „Duma i uprzedzenie” to powieść o zetknięciu się ze sobą różnych warstw społecznych, pełna kontrastów, ale i również niepowtarzalnego humoru.

Dlaczego warto przeczytać tę książkę? Wydaje mi się, że jedno słowo – klasyka – mogłoby zakończyć całą sprawę. Trzeba jednak szczerze przyznać, że klasyka nie zawsze kojarzy nam się z czymś ciekawym. W tym wypadku, jest wiele powodów, dla których ta książka stała się jedną z moich ulubionych, a fakt, iż jest to klasyka literatury angielskiej, wcale nie jest moim koronnym argumentem. 

 "Świat cierpi na brak mężczyzn, szczególnie tych, którzy są cokolwiek warci"

Przede wszystkim, niezwykły klimat. Jane Austen idealnie nakreśliła realia życia w tamtych czasach. Jak to wygląda na prowincji, jak w wielkim mieście i przede wszystkim, co się stanie jeśli te dwie sfery zetkną się ze sobą. Czytając tę książkę, miałam tak właściwie wrażenie, jakbym oglądała film , o wiele bardziej wartościowy niż wiele podręczników do historii, ponieważ pokazuje przede wszystkim codzienne życie. Na ten wyjątkowy klimat składa się wszystko, język, humor, stylistyka i bohaterowie. No właśnie, bohaterowie!

Pamiętam, że czytając „Wichrowe Wzgórza” największe wrażenie zrobili na mnie bohaterowie. Zastanawiałam się, czy podobnie będzie w przypadku „Dumy i uprzedzenia”. Po przeczytaniu książki, doszłam do wniosku, że to właśnie bohaterowie pozwolili nam sobie tak dokładnie unaocznić XIX-wieczną Anglię, to ich barwne sylwetki rysują obraz życia w tamtych czasach. Genialnym zabiegiem było skontrastowanie ich charakterów, pokazanie tylu różnych osobowości, które urozmaicają książkę i wzbogacają ją o wyjątkowy humor. No bo powiedzmy szczerze, kogo nie zachwycił sarkazm pana Benneta? Zaczynam tak trochę nie po kolei, od postaci drugoplanowych, ale może to dlatego, że one  odgrywają bardzo istotną rolę. Jak już wspomniałam to nie jest historia miłości dwójki głównych bohaterów. Tak naprawdę, to można powiedzieć, że każda z postaci tworzy osobny wątek. Mamy główną bohaterkę Elżbietę, jej czwórkę sióstr, rodziców, pana Bingleya, który przyjeżdża wraz ze swoją siostrą i przyjacielem, panem Darcy, w sąsiedztwo rodziny Bennetów. A jest to jedynie kilka ważniejszych postaci, ponieważ w książce występuje wiele innych bohaterów, którzy również mają wpływ na historię. Elżbieta to osoba niezwykle inteligentna i można powiedzieć, że nie do końca wygląda, czy zachowuje się jak typowa kobieta tamtych czasów. Nie interesują ją goszczący w miasteczku oficerowie, nie plotkuje z przyjaciółkami o nadchodzącym balu, zamiast tego uwielbia czytać, a wdając się w konwersacje ma zawsze w zanadrzu sarkastyczne docinki. Uwielbiałam śledzić jej dialogi z panem Darcym, gdyż oboje podejmują naprawdę ciekawe tematy, a nie rozmawiają jedynie z grzeczności o pogodzie na najbliższe dni, jak to wiele ich znajomych. Warto też wspomnieć, że ich uwagi bywają naprawdę celne, przez to również humorystyczne. Moim faworytem jest jednak pan Bennet i naprawdę nie jestem w stanie oddać w słowach geniuszu tej postaci. Po prostu trzeba przeczytać książkę i samemu się przekonać!

"- Masz twardy orzech do zgryzienia, Elizabeth. Od tego dnia staniesz się obcą dla jednego z rodziców. Matka nie chce cię znać, jeśli nie wyjdziesz za pana Collinsa, zaś ja, jeśli to uczynisz"

Można powiedzieć, że Jane Austen namalowała bardzo realistyczny obraz życia w XIX-wiecznej Anglii. Nie byłoby jednak takiego wrażenia, gdyby nie barwny język i stylistyka. Liczne opisy nie sprawiają, że powieść staje się nużąca, wręcz przeciwnie. Z każdą stroną coraz bardziej zagłębiamy się w tamtejszy klimat, możemy to odczuć w innym sposobie życia, dialogach, ale przede wszystkim opisach. Jestem również pełna podziwu dla autorki za wplecenie tylu trafnych spostrzeżeń do dialogów, dzięki którym śledzenie ich do istna uczta dla oka!

Głównym wątkiem tej książki jest jednak miłość, ale to wcale nie oznacza, że wychodzi ona ewidentnie na pierwszy plan, przyćmiewa wszystko dookoła, a ukartowane i sztuczne rozmowy bohaterów, to tak naprawdę „czułe wyznania”. W „Dumie i uprzedzeniu” wszystko rozwija się stopniowo, nie spotkamy tu tej przysłowiowej „miłości od pierwszego wejrzenia”, a rodzące się uczucie musi wyjść naprzeciw społecznym kontrastom.

Owszem, mogę stwierdzić, sięgnijcie po tę powieść, przecież to klasyka. To po prostu wypada znać. Ale to byłoby z mojej strony dużym niedomówieniem. „Dumę i uprzedzenie” warto przeczytać przede wszystkim ze względu na wyjątkowy klimat objawiający się we wszystkich aspektach tej książki. A jeśli jesteście zmęczeni płytkimi bohaterkami, czy schematycznymi wątkami miłosnymi, które tak często pojawiają się w książkach młodzieżowych, poznajcie Elżbietę i pana Darcy’ego. Trudno mi w słowach opisać jak fenomenalna jest ta książka. Ją po prostu trzeba przeczytać!
  
Książka bierze udział w wyzwaniu "Kiedyś przeczytam".


piątek, lipca 15

"Rok 1984" - George Orwell


Okładka książki Rok 1984 

Tytuł: Rok 1984
Tytuł oryginału: Nineteen Eighty-Four
Autor: George Orwell
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 288


"Wojna to pokój.
Wolność to niewola.
Ignorancja to siła"


Jest rok 1984. Świat został podzielony na trzy mocarstwa: Oceanię, Eurazję i Wschódazję, między którymi toczy się nieustanna wojna. W każdym z tych imperiów została wprowadzona władza totalitarna, tylko nazwana inaczej. Władza skupiona w rękach jednostek kontroluje każdą sferę twojego życia. W twoim domu zamontowany jest teleekran, który nie spuszcza z ciebie oczu przed 24 godziny na dobę, analizuje twoje zachowanie i wyraz twarzy. Kontroluje, czy nie popełniasz myślozbrodni. Jesteś przyzwyczajony do życia w głodzie, mimo codziennego chodzenia do pracy, a od dziecka uczono cię, że Partia jest jedyną siłą i mądrością. Masz obowiązek kochać Wielkiego Brata i nikogo więcej. I pamiętaj, że dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery.
Winston jest mieszkańcem Oceanii, w której ustrój określa się mianem angielskiego socjalizmu. Społeczeństwo dzieli się na Wewnętrzną Partię, czyli jedynych uprzywilejowanych, Zewnętrzną Partię, do której należy Winston oraz pozbawionych praw i odrzuconych proli. Każdego dnia musi udawać przykładnego obywatela, ale mimo to jego umysł zasiewają wątpliwości. Czy w takim świecie bunt jednostki jest w ogóle możliwy?
George Orwell w swoim dziele stworzył wizję świata, która przeraża czytelnika. Przeraża tym, jak bardzo jest prawdziwa. Ta książka nigdy nie przestanie być aktualna, ponieważ są kraje, które już zmierzają do rzeczywistości wykreowanej przez Orwella. Więc co sprawia, że ta książka to arcydzieło?

"Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta"

Po pierwsze – kapitalne opisy. Niezwykle realistyczne, brutalne, szokująco prawdziwe. Autor bardzo dokładnie nakreślił utopijną rzeczywistość, wszystko to sprawia, że książkę czytamy z niedowierzaniem, ale także z pewną świadomością, że taki świat wcale nie jest nierealny. Ta książka składa się w większej ilości właśnie z opisów, ale wcale nie sprawia to, abyśmy czytali ją ze znużeniem. Największą zaletą "Roku 1984" jest możliwość poznawania tego okrutnego świata, który autor ujawnia nam z każdą stroną. Co więcej, najbardziej tragiczny jest fakt, że ludzie żyją z nieświadomością. Wyobrażają sobie Wielkiego Brata jako ich nieustraszonego przywódcę, otaczają go czcią i uwielbieniem i nie dostrzegają tego, że Partia zawładnęła każdym aspektem ich życia. Ten brak emocji, nieczułość ludzi, ale również ich nieświadomość George Orwell przedstawił perfekcyjnie i aż ciarki przechodzą po plecach, gdy wyobrażamy sobie takie życie.
Po drugie – bohaterowie. Tak naprawdę chodzi mi o dwójkę głównych bohaterów, czyli Winstona i Julię. Mimo, że żyją jak przykładni obywatele, to jednak nachodzą ich pewne wątpliwości. W książce możemy bardzo dokładnie prześledzić rozmyślania Winstona, ale równocześnie sami odczuwamy namiastkę jego strachu i niepewności. Jednocześnie to właśnie dzięki niemu widzimy jak społeczeństwo Oceanii karmione jest propagandą. Szczególnie pod koniec książki możemy zauważyć w jaki sposób myśli partia, dzięki czemu przysparza sobie posłuszeństwo. Ostatnie sto stron „Roku 1984” pokazuje niewyobrażalną wręcz brutalność stosowanych do utrzymania władzy metod. Winston i Julia są bardzo inteligentni i starają się przeciwstawić partyjnemu myśleniu. Pokazują, że nawet w takim świecie znajdzie się jeszcze miejsce na uczucia. Autor odkrywa przed nami każdy z zakamarków ich umysłów, ich sposób myślenia, co sprawia, że czytelnik czuje się jeszcze bardziej zżyty z bohaterami, co tylko potęguję współodczuwanie ich tragedii.


"Jeśli się kogoś kocha, to się go kocha, a gdy nie ma już nic, co można by mu zaoferować, wciąż daje się miłość"

Po trzecie – realizm. Ta książka to klasyk, to oczywiste. „Rok 1984” nigdy nie przestanie być aktualny. George Orwell bardzo skutecznie oddziałuje na emocjach czytelnika. Może to dlatego, że rzeczywistość, którą stworzył wydaje się tak przerażająca. Po przeczytaniu tej książki, zadałam sobie pytanie: do czego świat zmierza? Już teraz, chociażby w takich miejscach jak Korea Północna, możemy dostrzec, że to co stworzył Orwell to nie fantastyka. My żyjemy w demokratycznym kraju, ale są miejsca na świecie, gdzie ludzie nie mają tylu przywilejów. To przerażające, że jego wizja zaczęła się spełniać. Z każdej strony tej książki przytłacza nas szokująca prawda. I to jest jednocześnie fascynujące, jak i budzące grozę.
Nie potrafię wiele więcej napisać o tej książce, oprócz tego, że każdy powinien ją przeczytać. Nie dlatego, że jest to klasyka, ale dlatego, że ta książka otworzy nam oczy na pewne problemy, które wcale nie muszą być nierealne. Naprawdę żałuję, że dopiero teraz poznałam dzieło Orwella, ale jednocześnie wiem, że ta wizja utopijnego świata, którą przedstawił, nigdy nie zniknie z mojej świadomości. Kto wie, czy za pięćdziesiąt lat, dwa plus dwa ciągle będzie równało się cztery?

Moja ocena: 10/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Kiedyś przeczytam".


piątek, kwietnia 29

"Zabić drozda" - Harper Lee


 

Tytuł: Zabić drozda
Tytuł oryginału: To kill a mockingbird
Autor: Nelle Harper Lee
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 424


"Ale ja, zanim będę mógł żyć w zgodzie z innymi ludźmi, przede wszystkim muszę żyć w zgodzie z sobą samym. Jedyna rzecz, jaka nie podlega przegłosowaniu przez większość, to sumienie człowieka"

Każdy zdaje sobie sprawę kim był Martin Luther King. Każdy zdaje sobie sprawę o co i dla kogo walczył. Ale czy potrafimy sobie w pełni wyobrazić jak wyglądało życie w pierwszej połowie XX wieku w Stanach Zjednoczonych? Czy potrafimy sobie uzmysłowić jak czuła się każda czarnoskóra osoba, a także ogrom bezsilności wśród niektórych białoskórych obywateli?
Lata trzydzieste XX wieku. Akcja rozgrywa się w małym miasteczku Maycomb w stanie Alabama. Czarnoskóry mężczyzna zostaje oskarżony o zgwałcenie młodej, białej dziewczyny. Jego adwokatem zostaje Atticus Finch, który samotnie wychowuje dwójkę dzieci Skaut i Jema. Życie rodzeństwa nieustannie ociera się o problemy dorosłych i to właśnie z punktu widzenia młodszej Skaut poznajemy całą historię.
Bohaterowie żyją w czasach, kiedy bardzo nasilony był rasizm, a ludzie kierowali się w życiu jedynie stereotypami. Zacznę może od tego, że „Zabić drozda” to przede wszystkim historia rodziny oraz ich codzienności, w której dużą rolę odgrywa także rozprawa sądowa. Jest to powieść bardziej obyczajowa niż kryminał, którego z początku się spodziewałam. Niemniej jednak, okazało się, że to właśnie ukazanie życia przeciętnego mieszkańca Stanów początkiem XX wieku, jest jej największą zaletą. Maycomb to niewielkie miasteczko, pełne plotek oraz szybko rozchodzących się wieści. Sprawa Toma Robinsona, oskarżonego o zgwałcenie młodej Mayelli Ewell szybko zyskuje rozgłos, ale pełna jest niedopowiedzeń. Przede wszystkim czarnoskóry mężczyzna zostaje posądzony jedynie na podstawie słowa młodej kobiety oraz jej ojca. Mimo to, cała społeczność jest niemal pewna jego winy, chociaż nikt nie kieruje się żadnym uzasadnionym argumentem. Jedynie adwokat Atticus Finch stawia sobie za cel uniewinnić oskarżonego i rozpoczyna samotną walkę z wszechobecną dyskryminacją.

"Jeśli istnieje tylko jeden rodzaj ludzi, to dlaczego nie możemy żyć ze sobą w pokoju? Skoro wszyscy są tacy podobni, czemu schodzą czasem z dobrej drogi i zaczynają gardzić sobą nawzajem?"

Narratorką jest dziewięcioletnia Skaut, która nie krępuje się zadawać pytań i ciągle docieka o nowe informacje. Może po części również dzięki swojej nieświadomości, staje się bardzo obiektywnym obserwatorem i nieświadomie wprowadza czytelnika w niezwykle okrutną rzeczywistość. Ukazanie historii z punktu widzenia dziecka, które nie dzieli ludzi w żaden sposób, a także okazuje się bardzo spostrzegawcze jak na swój wiek, to moim zdaniem jedna z największych zalet tej książki. Jest to historia, w której dziecięcy światopogląd styka się z problematycznym życiem dorosłych. Dzieło Harper Lee porusza bardzo trudne tematy otwarcie i bez ogródek, a także skłania do refleksji. Czytając tę książkę, myślałam sobie, że przecież dyskryminacja do zjawisko powszechne, które wcale nie zanika i mimo wielu osób, które starają się temu przeciwstawić, wydaje mi się, że ostatnio podziały stają się coraz bardziej widoczne. „Zabić drozda” jest jednak dziełem szokującym, w szczególności przy zakończeniu. To właśnie ono wzbudziło we mnie największą ilość emocji, wśród których złość mieszała się z niedowierzaniem.
Początek książki nie zaciekawił mnie jakoś szczególnie, ale może było to powodem, jak już wspomniałam, mojego nastawienia na kryminał. Patrząc jednak na całokształt tej lektury, uważam, że pokazanie czytelnikom życia na początku ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych,  było bardzo dobrym tłem dla późniejszych wydarzeń i pozwoliło nam sobie je unaocznić. Bohaterowie tej powieści to kolejny element, który zasługuje na solidną pochwałę. Atticus Finch to indywidualista i myśliciel, ale także człowiek o niezwykłym rozsądku, który nie poddaje się mylnym stereotypom. Ta postać niejednokrotnie wzbudziła mój podziw, a także szacunek, ze względu na jego tolerancyjną postawę. Jego dzieci, Skaut i Jem, mimo wieku, są bardzo spostrzegawcze i inteligentne. Co jak co, są jednak dziećmi, dlatego w książce poznajemy również ich życie w szkole lub popołudniowe zabawy. Sprawiło to, że cała historia wydawała mi się jeszcze bardziej rzeczywista, jak gdyby żywcem wyjęta z kart historii.

"Odważny jest ten, kto wie, że przegra zanim jeszcze rozpocznie walkę, lecz mimo to zaczyna i prowadzi ją do końca bez względu na wszystko"

Oprócz rozprawy sądowej Toma Robinsona, jest jeszcze jeden wątek w książce, który nawiązuje bardziej do Skaut, Jema oraz ich przyjaciela Dilla. Syn ich sąsiada, Artur „Boo” Radley od lat nie wychodzi z domu, dlatego dzieci snują przeróżne teorie na temat tego, co mogło się z nim stać. Spędzają czas na wymyślaniu przeróżnych sposobów na wywabienie go z domu, w czym czasem przeszkadzają im dorośli. Na tym prostym przykładzie, autorka bardzo wyraźnie zarysowała przyjaźń łączącą głównych bohaterów, która także jest jednym z ważniejszych przekazów książki. Nawet ten wątek kilkakrotnie zaskoczył mnie przy końcówce książki i sprawił, że cała historia stała się w moich oczach jeszcze bardziej przemyślana i dopracowana.
Wydaje mi się, że „Zabić drozda” to jedna z książek, które każdy powinien przeczytać. Przekazuje ona ponadczasowe wartości, a także uczy akceptacji i zrozumienia. Bohaterowie to bardzo wyraziste postacie, które przełamują wszelkie stereotypy i pokazują jak ważna jest czasami odrobina tolerancji. Wszystko to jest oplecione realistycznym życiem miasteczka, które pozwala nam jeszcze lepiej wyobrazić sobie zdarzenia przedstawione w książce. Wprawdzie potrzebowałam chwili, aby „wkręcić” się w nieco inny klimat oraz przenieść się do całkowicie innej rzeczywistości, która okazała się okrutna i szokująca, ale koniec końców problemy, które przywołała autorka, pozostały ze mną jeszcze na długo po zakończeniu lektury. Serdecznie polecam „Zabić drozda”, a sama z pewnością sięgnę także po drugą część „Idź, postaw wartownika”.

Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Klucznik".




wtorek, września 1

"Imię Róży" - Umberto Eco

Okładka książki Imię róży 
Tytuł: Imię Róży
Tytuł oryginału: Il nome della rosa
Autor: Umberto Eco
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Data wydania: maj 2012
Liczba stron: 756

"Czym jest miłość? Nie masz niczego na świecie, ni człeka, ni diabła, ni żadnej rzeczy, którą miałbym za równie podejrzaną jak miłość. Z tej przyczyny jeśli dusza nie ma oręża, które nią kieruje, wali się przez miłość w ogromną ruinę"



Średniowiecze często bywa nazywane "wiekami ciemnymi" Kościoła. Określenie bardzo trafne, spójrzmy chociażby na działalność inkwizycji, o której sama myśl wywołuje ciarki na plecach. Wyobraźcie sobie więc opactwo, gdzie pewnego dnia zostaje popełnione morderstwo. Intrygujące?

1327 rok. Na prośbę opata, do opactwa benedyktynów we Włoszech przybywa franciszkanin, Wilhelm z Baskerville wraz z uczniem Adso z Melku. W opactwie niedawno miało miejsce morderstwo jednego z mnichów, a dodatkowo, niedługo ma się tam odbyć debata teologiczna z inkwizytorem na czele. Rozwiązanie zagadki wydaje się być ukryte w murach klasztornej biblioteki, sprawa jest nagląca, a na pewno nie ułatwiają jej kolejne morderstwa mające miejsce w opactwie...

Jako, że arcydzieło literatury XX wieku, wymagania miałam wysokie. Początkowo było mi bardzo ciężko zagłębić się w historię, miałam problem, aby przerzucić się na z pewnością dojrzalsze słownictwo i dopiero z czasem zaczęłam się orientować w wydarzeniach historycznych. Książkę czytałam bardzo długo, czasem kilka stron, rozdział lub dwa, ale nie więcej. Zawsze coś rozpraszało moją uwagę, a Imię Róży, to lektura, przy której należy zachować skupienie. Na początku czytanie szło mi bardzo topornie. Pierwsze 200 stron ciągnęło się niewyobrażalnie. Gdy przebrnęłam przez początek, akcja zaczęła się rozkręcać i z każdym kolejnym rozdziałem nabywałam do tej lektury coraz większy szacunek. Imię Róży to powieść historyczna, zachodząca w klimaty średniowiecza, do opactwa benedyktynów, w którym to zostało popełnione morderstwo. O rozwiązanie sprawy zostaje poproszony Wilhelm z Baskerville wraz ze swym uczniem o imieniu Adso. Okazuje się, że aby przybliżyć sobie tę zagadkę, muszą udać się do biblioteki opactwa, do której wstęp jest zakazany, a ona sama przypomina labirynt. Czasu jest niewiele, gdyż niedługo w opactwie ma się odbyć debata o ubóstwie Chrystusa. Kolejne zabójstwa nie ułatwiają sprawy…

"Miast mówić lub milczeć, winno się działać"

Zacznę od faktów, które utrudniają czytanie. Archaiczne wręcz imiona mnichów, dopiero z czasem zapadają w pamięć. Ostrzegam więc, że na początku można być z lekka zdezorientowanym. Bardzo dużo jest również wzmianek historycznych, często w postaci długich wypowiedzi. Tak właściwie, to może być to zaletą lub wadą, zależy jak na to spojrzeć. Jeśli ktoś poszukuje książki historycznej, źródła wiedzy, ta lektura zapewni mu to idealnie, ale dla kogoś nastawionego na wciągającą akcję, będzie to lekki zawód. Dlaczego lekki? Na początku byłam nastawiona po części na to i na to, dlatego z czasem zaczęłam się przyzwyczajać, że jest to kryminał trochę innego typu.
Sądzę, że dużym plusem jest umiejscowienie akcji w średniowieczu. Zawsze uważałam te czasy za ciekawe, a książka ukazuje je od trochę innej strony niż podręcznik do historii. Jak wiadomo, średniowiecze to epoka brutalna, krwawa i bezlitosna. Duże znaczenie odgrywa konflikt między papieżem a cesarzem, który również często poruszany jest jako wątek poboczny w Imieniu Róży. W książce także jest kilka lekko drastycznych momentów, ale można na to przymrużyć oko, jako, że oddaje to tylko bardziej klimat czasów, w których rozgrywa się powieść.

"Badaj twarze, nie słuchaj tego, co mówią usta"

W lekturze przeważają opisy lub, jak już wspomniałam, dłuższe wypowiedzi. Widać jednak, że również część kryminalna jest bardzo dobrze zarysowana. Umberto Eco wszystko idealnie rozpracował, a zdarzenia naturalnie wkomponowują się w średniowieczny klimat. Podczas czytania można nie tyle domyślać się tożsamości mordercy, ale jaki będzie jego kolejny krok. Trudno podejrzewać jedną osobę, bo nikt nie jest zupełnie niewinny. Spodobało mi się nietuzinkowe rozwiązanie zagadki. Nie tyle zaskakujące było zdemaskowanie zabójcy, a raczej sposobu w jaki zabijał, każdy bowiem szczegół odgrywał ważną rolę. Można tylko snuć domysły…

Książka poprowadzona jest w narracji pierwszoosobowej, narratorem jest Adso. Nie wiem czy jest to plus, bo w niektórych momentach jest zbyt dużo jego rozmyślań i łatwo się pogubić. Uczeń jest młody, acz inteligentny, jak i jego mentor. Wilhelm jest postacią niezwykle przenikliwą, ale także zdeterminowaną i ciekawską. Czasem jego zachowanie nie do końca mi odpowiadało, wydawał mi się zbyt dumny i zapatrzony w siebie. Można mu to jednak wybaczyć, biorąc pod uwagę, że rzeczywiście ma dużo zalet.
Podsumowując, części historycznej nie mam nic do zarzucenia, bo rzeczywiście książka jest zastrzykiem wiedzy. Zawiodłam się natomiast na początku, trochę brakowało mi cierpliwości. Wątek kryminalny, o ile po pierwszych rozdziałach jest słabo widoczny i schodzi trochę na boczny plan, z biegiem czasu staje się coraz bardziej wyrazisty i nieprzewidywalny. Jeśli macie chwilę czasu, Imię Róży pozwoli Wam go dobrze zagospodarować. Wartościowa i intrygująca książka - klasyk, którego wstyd nie poznać!


wtorek, sierpnia 25

"Wichrowe Wzgórza" - klasyka brytyjska w wydaniu Emily Brontë

"Przewodnią myślą mego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po porostu nic wspólnego"
Znana na całym świecie, pięknie wydana, zekranizowana, dlaczego by tu nie sięgnąć po jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieł literatury brytyjskiej? "Wichrowe Wzgórza" autorstwa Emily Brontë to powieść o miłości, owianej klimatem osiemnastowiecznych wrzosowisk.
Młody chłopiec Heathcliff, jako sierota, trafia do rodziny Earnshawów. Obiekt fascynacji pana domu, budzący zniechęcenie jego dzieci, Katarzyny i Hindleya. Jednak z biegiem czasu dziewczyna zaczyna się coraz bardziej przekonywać do przybłędy, obdarzając go odwzajemnionym uczuciem, podczas gdy jej brat, coraz większą nienawiścią.
Niechciany w domu, starszy już Heathcliff wyjeżdża, wracając po trzech latach, jako przystojny, bezwzględny, bogaty mężczyzna. Z każdym dniem życie w Wichrowych Wzgórzach staje się coraz trudniejsze…
W powieści ukazane są dwie rodziny, Earnshawów i Lintonów, które po przełamaniu początkowych lodów, stają się sobie bardzo bliskie. Powrót Heathcliffa zmienia wszystko.
Tytułowe "Wichrowe Wzgórza" są rodzinnym domem Earnshawów, osadzonym w przepięknych wrzosowiskach. Również w okolicy, mieści się "Drozdowe Gniazdo", w którym to mieszka rodzina Lintonów. W powieści szczególną rolę odgrywa Edgar Linton, który to również liczy na uczucia Katarzyny. Jego postać bardzo przypadła mi do gustu. Pokazuje on ile w stanie zrobić jest człowiek, aby zyskać sympatię innej osoby. Wzruszyło mnie jego oddanie i siła uczucia jakim darzył córkę Earnshawów. Na pewno zasługuje na wyjątkową uwagę podczas czytania.
Autorka nie pokazała nam, kto jest głównym bohaterem powieści, pozwalając każdemu z nas interpretować ją inaczej. Wydaje mi się, że główne role odgrywają ex aequo Katarzyna i Heathcliff. Ważną osobą jest również Ellen Dean, początkowa niańka rodzeństwa Earnshawów, z której to punktu widzenia poznajemy historię. Mogłoby się wydawać, że skoro to Ellen jest narratorką powieści, ukaże nam tylko swoje uczucia towarzyszące zdarzeniom. Nic bardziej mylnego. Nelly jest spostrzegawczą obserwatorką, czasem występującą na pierwszym planie, a czasem bardziej w tle, a jej historia doskonale oddaje emocje wszystkich bohaterów. Przedstawia je realistycznie i wyraziście, dzięki czemu sami dostajemy namiastkę tego co odczuwają.
Można się wręcz utopić w ilości opisów, w szczególności wrzosowiska. Czasem odczuwamy lekką monotonię, ale to właśnie barwne przedstawienie krajobrazów tworzy klimat charakterystyczny dla "Wichrowych Wzgórz". A jeśli już mowa o klimacie… Napomknę tutaj, że pierwszą połowę książki przeczytałam po polsku, a drugą w uproszczonej wersji angielskiej ("Wuthering Heights") i jakaż do była odmiana! Zachęcam gorąco do przeczytania powieści w wersji angielskiej, chociażby i uproszczonej, gdyż oddaje ona klimat i nastrój wrzosowisk o niebo lepiej! Przy polskim wydaniu brakowało mi „tego czegoś” co idealnie oddaje oryginalny język. Wersja uproszczona nie jest trudna w odbiorze, a gwarantuje większą przyjemność z czytania lektury :)
Jeśli chodzi o bohaterów... Z pewnością najbardziej tajemniczą postacią jest sam Heathcliff. Jego zachowanie jest nieprzewidywalne. Potrafi raz wyznać Katarzynie miłość, a chwilę później wywołać kłótnię, nie bacząc na jej zdrowie. Sprawia to, że o ile często mu współczujemy, to jeszcze częściej współczucie zamienia się w złość. Heathcliff miewa burzliwe nastroje, ale dzięki temu, nigdy nie wiemy czego się po nim spodziewać.
Postać Katarzyny wielce odbiega od ideałów. Jest to rozpieszczona i egoistyczna od małego dziewczyna. Mimo to, gdy poznajemy ją bliżej, możemy ujrzeć, że pod jej powierzchowną skorupą , kryje się wrażliwa, uczuciowa i delikatna dziewczyna z głębokim sercem. No cóż, pozory mylą…
Ellen Dean, lub jak kto woli Nelly, stwarza wrażenie osoby rozsądnej, poukładanej i pewnej siebie. Owszem posiada te wszystkie cechy, ale ma też coś czego nie widać na pierwszy rzut oka. W jej zachowaniu występują przebłyski czułości i pokazują, tak jak u Katarzyny, całkowicie inne oblicze opiekunki.
Bardzo spodobało mi się to, że żaden z bohaterów, nie był jednoznacznie zły czy dobry. Wszyscy zostali ukazani w sposób realistyczny, nieprzesłodzony, co sprawia, że stają się jeszcze bardziej podobni do nas. Stają się bardziej ludzcy.
Głównym tematem "Wichrowych Wzgórz" jest miłość. Z początku myślałam, że będzie to młodzieńcze uczucie, nie będące w stanie przetrwać większej ilości czasu lub zakochanie od pierwszego wejrzenia, jakie możemy spotkać w pierwszej lepszej książce. Aczkolwiek, gdy strony mijały (a również za sprawą mojej Mamy, która pokazała mi inny punkt widzenia na główny wątek książki ;)) obserwowałam jak inna jest to miłość od tej, którą spotyka się na co dzień. Miłość trudna i bolesna, przeżywająca więcej smutku niż radości, która spotyka wiele przeszkód na swej drodze i pokazuje jak bardzo jest silna, próbując te trudności pokonywać. „Wichrowe Wzgórza” to nie jest powieść, przy której czytelnik się śmieje. Na każdej stronie przelany jest smutek i cierpienie, olbrzymia dawka uczuć i emocji. Dlatego właśnie ta książka jest nietypowa. Ta miłość jest nietypowa, bo nie jest przesłodzona i przesycona optymizmem na każdym kroku.
Komu by tu polecić "Wichrowe Wzgórza"? Przed przeczytaniem wydawało mi się, że jest to kolejna dziecinna powieść o tym jak dwoje ludzi się w sobie zakochuje i żyją razem długo i szczęśliwie. Wtedy określiłabym ją mianem babskiego wyciskacza łez. Teraz już nie. Może się przy niej popłaczecie, a może nie. Ja wprawdzie mimo, że nie uroniłam ani jednej łzy, przeżyłam tę książkę głęboko i na pewno zapamiętam ją na długo.  Dlatego to właśnie teraz mogę szczerze polecić tę książkę każdemu. Ja miłośniczka fantastyki, wartkiej akcji i przygód stwierdzam, że spodobała mi się książka z zatrważającą ilością opisów, emocji, w której głównym tematem jest miłość.

Ocena: 8/10

~Shadow