wtorek, 21 lutego 2017

"Klaśnięcie jednej dłoni" - Richard Flanagan


Zdjęcie użytkownika Klaudia Malik.

Tytuł: Klaśnięcie jednej dłoni
Tytuł oryginału: The Sound of One Hand Clapping
Autor: Richard Flanagan
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: luty 2016
Liczba stron: 368
"Były narodziny, była miłość i była śmierć, a w życiu są tylko te trzy historie, nic innego, jeszcze ten hałas, co ogłupia ludzi, przez co zapominają, że są tylko narodziny i miłość i każdy z nich umrze"


Dziewicze bezkresy Tasmanii. Niezmierzone szlaki, rozległe tereny i gdzieś tam wśród tych sił natury, mała wioska – Butles Gorge. Śnieżyca. Śmiechy ludzi z pobliskiego pubu cichnące wśród dojmującego zimna. I mała chata, którą trudno nazywać domem – tu tutaj rozpoczyna się ta bolesna rodzinna opowieść.
Tej nocy Maria Buloh zamyka za sobą drzwi domu, aby rozpłynąć się w śnieżnej zawiei. Bez słowa opuszcza trzyletnią córkę Sonję i męża, a odchodząc nuci pod nosem słowa kołysanki, już nie dla dziecka – dla siebie. Dlaczego porzuciła rodzinę? Tego nie wie nikt.
Trzydzieści parę lat później, dorosła już Sonja powraca do Tasmanii, aby odwiedzić ojca. Próbuje ułożyć sobie życie, ale ciągle zmaga się ze wspomnieniami z przeszłości. Jej ojciec Bojan, słoweński imigrant, szuka zapomnienia w alkoholu i z każdym dniem coraz bardziej pogrąża się w nałogu. Tymczasem w życiu Sonji coś się zmienia, przyszła pora na podjęcie decyzji, która zaważy na przyszłości zarówno jej, jak i ojca.
Niektóre powieści mają to do siebie, że nie muszą być nie wiadomo jak złożone, aby przemówić do czytelnika. I wydaje mi się, że Klaśnięcie jednej dłoni jest właśnie taką książką – prostą w treści, mocną w przesłaniu. Zwykła rodzinna opowieść, historia, która mogłaby wydarzyć się naprawdę. Może to właśnie dlatego tak trafia do czytelnika? Prawda, która wypływa z jej stron dotyka każdego z nas, przenika pozory uczuć i uderza do świadomości. 

"Starała się nie dopuszczać do tego, żeby ludzie stawali się częścią jej życia, bo zaproszenie do przestąpienia tego progu oznaczało nieuchronnie zaproszenie do odejścia, a wtedy ból samotności stawał się tak dojmujący, widoczny i niezaprzeczalny, jak brzask po nocy"

Duża część rozdziałów w książce jest poprowadzona w formie retrospekcji, dlatego bohaterów obserwujemy na przestrzeni lat. Sonję poznajemy jako kilkuletnią dziewczynkę, później nastolatkę i wreszcie dorosłą kobietę. Dokładnie widzimy, jakie zmiany w niej zachodzą i jak ewoluuje jej charakter. Obserwujemy nieustanną walkę dorosłej już kobiety z traumą przeszłości. Jej życie to pasmo nieszczęść, a jednak przerywanych kilkoma pozytywnymi sytuacjami. Może to właśnie dlatego, Sonja jeszcze bardziej docenia wagę tych drobnych chwil i błahostek, które ją uszczęśliwiają. Trzyma się kurczowo tych promyków nadziei i uczy się wybaczać. Wybaczać i zabliźniać rany, których tak wiele w dzieciństwie jej zadano.
Bojan natomiast jest postacią bardzo nieoczywistą. Z jednej strony chciałoby się go potępić, w końcu to alkoholik i życiowy nieudacznik. Z drugiej jednak, on również zaznał w życiu zbyt dużo cierpień, a bardziej niż złość, budzi w nas litość i współczucie. Czytelnik chciałby mu wybaczyć, tak jak i główna bohaterka.
To jednak co ujęło mnie w tej książce najbardziej, to sposób jej napisania. Flanagan gra na emocjach czytelnika, a piękny, metaforyczny język, którym się posługuje sprawia, że delektujemy się każdą stroną powieści, mimo poważnej treści jaką zawiera. Każde zdanie, akapit i rozdział można rozważać i interpretować na własny sposób. Po raz pierwszy czułam się poruszona językiem, jakim ktoś napisał książkę i póki co mogę stwierdzić, że nikt nie tworzy piękniejszych metafor aniżeli Richard Flanagan. 

"Miłość to most. A bywają ciężary, co most pod nimi pęka"

Na taką historię nie można pozostać obojętnym. Jest zbyt prawdziwa, aby nie skłonić nas do refleksji, nie poruszyć naszej maski obojętności i koniec końców nie ścisnąć za serce. Wydaje mi się, że sukces tej książki tkwi również w tym, iż każdy czytelnik może ją odnieść do swojego życia. Oczywiście tragedia słoweńskiej rodziny jest w pewien sposób unikatowa, ale wiele drobnych (a może właśnie znaczących?) jej aspektów możemy ujrzeć w naszej codzienności. Klaśnięcie jednej dłoni otwiera oczy na wagę rodziny w naszym życiu, pokazuje, jak wychowanie ma wpływ na człowieka i przede wszystkim akcentuje głębię uczuć, jakie łączą rodzica z dzieckiem. Nie ważne, jakie cierpienie zada nam otoczenie, nie ważne, w jakiej rozsypce znajdzie się nasze życie – rodzina jest gdzieś ponad tym. I tego właśnie uczy nas ta książka. 

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to książka dla każdego. Nie każdego zainteresuje opowieść rodzinna, rozgrywająca się niemalże na drugim końcu świata. Nie każdemu spodoba się styl pisania autora, a jednak sądzę, że warto spróbować. Pewne treści pozostają niezmienne, pewne przesłania uniwersalne, a opakowane w taką dawkę emocji, która wypływa jedynie ze słów, naprawdę pozostają w czytelniku na długo. Z czystym sumieniem stwierdzam, że mimo zamiłowania do fantastyki i kryminałów, odnalazłam w tej książce cząstkę siebie. I jestem pewna, że Ty też odnajdziesz.


środa, 15 lutego 2017

"Akuszer bogów" - Aneta Jadowska

Tytuł: Akuszer bogów
Autor: Aneta Jadowska
Cykl: o Nikicie (tom 2)
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 384

"Czasami to, czego chcemy najbardziej na świecie, odbiera nam to, czego najbardziej na świecie potrzebujemy. Chcesz prawdy i wolności. A co, jeśli nie da się ich pogodzić?"

Pamiętacie Dziewczynę z Dzielnicy Cudów? Barwnych bohaterów, pędzącą akcję i fascynującą alternatywną rzeczywistość? Pierwszy tom na pewno postawił wysoką poprzeczkę dla autorki, czy więc sprostała wyzwaniu napisania godnej kontynuacji?
Tym razem Nikita wybiera się do Norwegii, lecz bynajmniej nie w celach wypoczynkowych. Szuka prawdy i ma zamiar wreszcie zweryfikować wszystkie kłamstwa, jakie wpajano jej przez całe życie. Po drodze będzie jednak musiała zmierzyć się z płatnymi zabójcami, krwiożerczymi trollami, klątwą kruków oraz… pszczołami? I kim jest u licha tajemniczy Akuszer Bogów?
Z kontynuacjami bywa różnie. Słyszałam kiedyś nawet takie trafne określenie „klątwa drugiego tomu”. Jak więc okazało się w tym przypadku?
Nie nazwałabym książki pani Jadowskiej niczym wyjątkowym, niespotykanym, czy szczególnie wyróżniającym się. Ot, literatura rozrywkowa. I trzeba przyznać, że to zamierzenie seria o Nikicie spełnia znakomicie. W przypadku Akuszera bogów, akcja nie porwała mnie od pierwszej strony, ale po jakimś czasie się zagęszcza i mówiąc prosto, od książki nie można się oderwać. Tak też już zostaje do samego zakończenia, gdzie tempo staje się zawrotne, zaczynamy poznawać nowe wątki i możemy już domniemywać, co też autorka zaserwuje nam w kolejnym tomie.

"Niewiedza jest gorsza niż nawet najsmutniejsza prawda"

Z pewnością jedną z największych zalet tej serii jest jej główna bohaterka – Nikita. Dziewczyna o silnym charakterze, zdecydowana, stanowcza i uparcie dążąca do celu. Jest konsekwentna w swoich działaniach i nie podejmuje bezmyślnych decyzji, jak to niestety często się zdarza w podobnych książkach. Nie rozpacza nad sobą, ani nad swoim losem, a porażki przyjmuje z podniesioną głową. Nikita jest również postacią z traumatyczną przeszłością i to, co ogromnie mi się w niej spodobało to fakt, że nie rozpamiętuje ciągle tamtych wydarzeń, nie zastanawia się, co by było gdyby, lecz pozostawia swoje życie takim, jakie jest i stara się przede wszystkim zawalczyć o lepsze jutro. Z drugiej strony, nie jest nieugięta i nieustraszona, ma swoje momenty załamania, co czyni ją bardziej realistyczną i zbliża do czytelnika.
Robin – kolejna postać zagadka. Tajemniczy, niebezpieczny, a jednocześnie bardzo pozytywny i opiekuńczy. Autorka nie podaje od razu wszystkiego na tacy, spowija Robina mgiełką tajemniczości i pozostawia duże pole na domysły i spekulacje. Ten wątek jest zdecydowanie jednym z bardziej intrygujących i jestem ogromnie ciekawa, jak pani Jadowska poprowadzi go w kolejnym tomie. To właśnie w takich momentach czekanie na kontynuację staje się męczarnią!

"- Miałam koszmary, mamusiu - powiedziała cicho.
- Ciepłe mleko i pistolet pod poduszką zwykle pomagają - uśmiechnęła się ciepło - a czasami trzeba przestać uciekać na jawie przed tym, co może nas dopaść we śnie - dodała enigmatycznie i zniknęła za drzwiami sypialni"

I oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pozachwycała się trochę nad miejscem akcji, które w tym przypadku jest dość nietypowe – Norwegia! Inny klimat, inna przyroda, inna mentalność – wszystko, co tak fascynujące dla polskiego czytelnika. Jest to z pewnością element, który wyróżnia Akuszera bogów, gdyż autorka świetnie oddała realia skandynawskiego kraju. Widać, ile pracy ją to kosztowało, jak solidnie przyłożyła się to tematu i jak wyśmienity efekt uzyskała! Zobaczymy, w jaką podróż zabierze czytelników przy okazji trzeciego tomu Nikity i mam nadzieję, że będzie to równie porywająca przygoda.
Pozostaje więc pytanie – czy Akuszer bogów jest lepszy od Dziewczyny z Dzielnicy Cudów? To dość problematyczne pytanie, gdyż pod pewnymi względami mogłabym udzielić twierdzącej odpowiedzi, a pod pewnymi nie. Na pewno wielka pochwała należy się za przeniesienie czytelników do mroźnej Norwegii i osobiście, kupiła mnie ona nawet bardziej niż alternatywny Wars i Sawa. Natomiast drugi tom nie jest aż tak porywający od pierwszych stron i chwilę zajęło mi zanim wgryzłam się w tę książkę, a takiegoż problemu nie miałam z tomem pierwszym. Ja pytanie pozostawiam nierozstrzygnięte, to już każdy musi sam ocenić ;)

Co powiecie na powiew świeżości na rynku fantastyki i tajemniczą podróż do Norwegii w towarzystwie barwnych bohaterów? Konflikt z bogami, zagadki z przeszłości i poszukiwanie prawdy – czyż nie brzmi zachęcająco? Ja ten etap przeżywania przygód wraz z Nikitą już zakończyłam – teraz Wasza kolej.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non

Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo sine qua non


piątek, 10 lutego 2017

Pies najlepszym przyjacielem człowieka?


Tytuł: Był sobie pies

Tytuł oryginału: A Dog's Purpose: A Novel for Humans
Autor: W. Bruce Cameron
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 392


"...(przeznaczenie) Zaprowadziło wprost do chłopca, a kochanie go i mieszkanie z nim było sensem całego mojego życia. Od tej chwili gdy się budziliśmy, aż do momentu zaśnięcia, byliśmy nierozłączni"


Pies zawsze domaga się towarzystwa człowieka. To zwierzę zawsze skore do zabawy i niezależnie od naszego nastroju, zawsze będzie chciało z nami przebywać. Gdy będziemy przygnębieni, pies to wyczuje i będzie starał się nas pocieszyć, na swój własny, psi sposób. Nigdy nas nie opuści. Czy macie jeszcze jakieś wątpliwości, że to właśnie ten czworonóg jest najlepszym przyjacielem człowieka?

Bailey urodził się jako bezpański kundel, ale po krótkim życiu u boku rodzeństwa, odradza się jako golden retriever. Trafia pod opiekę ośmioletniego Ethana, dla którego piesek jest całym światem. Lecz to nie koniec zmian w życiu Bailey’go. Dlaczego po śmierci zawsze czeka go drugie życie? Czy jest w tym ukryta jakaś misja? Jaki cel może przyświecać zwykłemu, niepozornemu psu?

Od zawsze byłam miłośniczką zwierząt, nie ważne, czy to pies, kot, czy koń, uwielbiam spędzać czas w ich towarzystwie. Był sobie pies to kwintesencja wszystkich ciepłych i pozytywnych emocji, jakie daje nam kontakt ze zwierzęciem. To historia, która emanuje dobrą energią i pozostawia czytelnika z uśmiechem na twarzy, a czasem… nawet łzami w oczach.

Nie ma złych zwierząt, są tylko źli ludzie. Wydaje mi się, że bardzo często zapomina się o tym, że zwierzę nie jest od urodzenia złe, może być jedynie wychowane na agresywne. Był sobie pies to właśnie pokazuje – że zwierzęta obdarzają człowieka wielkimi pokładami dobroci, jedynie ludzie czasem tego nie zauważają. Obok tylu uczuć i emocji, jakie Bailey okazuje na co dzień opiekunom, nie sposób przejść obojętnie. Był sobie pies jest też dlatego powieścią niezwykle wartościową, akcentuję rolę zwierząt w życiu człowieka i pokazuje, że przyjaźń z psem nie jest jedynie abstrakcyjnym pojęciem.

"Nie ma możliwości porażki, jeżeli sukces zależy wyłącznie od większego wysiłku"

Historię poznajemy z punktu widzenia psa, zapewne to dlatego, ta książka wyróżnia się na tle innych o podobnej tematyce. Myślenie Bailey’a może się czasami wydawać powierzchowne, infantylne, ale przecież jest to jedynie zwierzak, który nie rozumie wielu aspektów otaczającego go świata. Czasem nie wie, czego się od niego wymaga, nie wie, dlaczego się go gani, czy chwali. I tutaj znowu książka zwraca naszą uwagę na pewien istotny element – brak ludzkiej cierpliwości i empatii w stosunku do zwierzęcia. Mimo, że książka nie ukazuje pewnych problemów wprost, to można się domyślić jakie kwestie autor chciał poruszyć, jedynie pod pozorem błahych sytuacji.

Nie da się również zaprzeczyć, że Był sobie pies budzi wiele emocji, łzy wzruszenia także mogą zakręcić się w kąciku oczu. Z drugiej strony, ta historia nie ma na celu nas zasmucić, zdołować, czy wytykać nam jakieś błędy. Choć delikatnie zwraca naszą uwagę ku pewnym problemom, to jednocześnie jest książką niezwykle ciepłą i pozytywną. Podczas jej czytania niejednokrotnie się uśmiechałam, niejednokrotnie też ukradkiem mrugałam oczyma, aby przegonić łzy i jestem pewna, że każda osoba wrażliwa na losy zwierząt, zareaguje tak samo.

Na koniec krótka dygresja z mojej strony. Jestem wielką kociarą, a jednak od dłuższego czasu, marzę o także o psim przyjacielu. I chociaż opieka nad zwierzęciem jest trudna i wymagająca, to żaden nasz wysiłek, żadne uczucie z naszej strony, nie pozostanie nieodwzajemnione. Przeczytanie tej książki tak pozytywnie mnie nastroiło, a jednocześnie trochę popchnęło w kierunku podjęcia wreszcie jakiejś decyzji i cóż, zapowiada się na to, że mój kot niedługo będzie miał współlokatora ;) Wydaje mi się, że to najlepsza rekomendacja, jakiej mogę udzielić. Pies zdecydowanie jest najlepszym przyjacielem człowieka!


Za książkę bardzo dziękuję Wydawnictwu Kobiece


Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo kobiece


środa, 1 lutego 2017

Business English Magazine nr 57/2017 + wydanie specjalne nr 5/2017

Business English Magazine nr 57/2017

Ile to ostatnio na tym świecie się dzieje! I mimo, iż mam wrażenie, że tematy ciągle skupiają się wokół Polski (to chyba oczywiste) i Stanów Zjednoczonych, to jednak Business English Magazine sięga również do innych zakątków świata, nawet, a może przede wszystkim, wgłąb kultury orientalnej. Co więc oferuje nam najnowsze wydanie magazynu?
Dość dużo artykułów skupia się wokół wschodniej kultury i ostatnich wydarzeń z tamtego rejonu świata. Artykuł Getting on the New Silk Road wspomina o planach współpracy chińsko-polskiej i porozumieniach poczynionych między dwoma krajami. Oczywiście zacieśnienie więzi z państwem u ustroju komunistycznym, wywołało wiele kontrowersji wśród naszego demokratycznego narodu. BEM przygląda się trochę bliżej obu stronom konfliktu i wyjaśnia, jakie skutki może ze sobą nieść spotkanie prezydentów obu państw.
War of the Worlds: Western Business in China jest tematem okładkowym, czyli pokrótce o kryzysie chińskiej gospodarki i konsekwencjach, jakie może to nieść dla Zachodu. Dowiemy się również jak odmienna jest mentalność Azjatów przed drobne sytuacje jak chociażby... zakupy w sklepie Ikea. Muszę przyznać, że osobiście bardzo zaciekawiły mnie te ciekawostki i powiedziałabym, że artykuł okładkowy, jest również jednym z ciekawszych w magazynie.
Teraz coś dla miłośników turystyki, bowiem BEM przygotował obszerny artykuł Malaysian Melting Pot, czyli oczywiście przewodnik po tym azjatyckim kraju. Malajska kultura jest jak widać bardzo zróżnicowana, co uświadamia ten artykuł i oczywiście warto też pomyśleć o tym azjatyckim państwie, jako przyszłym celu turystycznym dla osób, które preferują bardziej egzotyczne podróże :)
Magazyn nie skupia się tylko wokół polityki, a tematów podróżniczych jest tu również dużo. Artykuł Global Goliaths: the Top 10 Business Travel Destinations opowiada o najczęściej odwiedzanych miejscach na świecie, gdzie biznes rozwija się najprężniej.
Trochę żałuję, że ten numer magazynu nie zgłębił bardziej tematu wyborów prezydenckich w Stanach, ale nie ma tego złe, co by na dobre nie wyszło, bo magazyn obfituje w wiele innych ciekawych artykułów. Dla spragnionych wiedzy, ciekawostek i języka - idealne rozwiązanie!

Wydanie specjalne nr 5/2017
Znalezione obrazy dla zapytania business english magazine nr 5/2017

Najnowsze wydanie specjalne krąży wokół tematów związanych z Hollywood, produkcjami filmowymi i najznamienitszym gronem światowych aktorów. Znajdzie się jednak również kilka słów poświęconych Eurowizji oraz Oscarom.
W artykule The Tale of Talent Shows dowiemy się trochę o zagranicznych programach, które gromadzą największe talenty z całego świata. Natomiast o bliższym nam konkursie, Eurowizji, mówi artykuł Eurovision - Puppet on a String. Kilka słów o historii programu, kryzysach w produkcji oraz osobach, które zabłysnęły dzięki temu konkursowi.
Wiadomo, że aktorzy oraz reżyserzy zarabiają pokaźne pieniądze, ale to wszystko w cyferkach staje się naprawdę zaskakujące. Ranking tych dziesięciu najlepiej zarabiających przedstawia artykuł Moviemakers and Shakers.
John Lennon lub Michael Jackson to już klasyka. Dla wielbicieli takiej muzyki, nie lada gratką okaże się artykuł The Music Must Go On..., który opowiada o tych najlepszych z najlepszych. Ciekawostki z ich życia, najsławniejsze utwory - to wszystko zebrane zostało w artykule.
Spotkać ulubionego artystę - marzenie życia? A kto powiedział, że nie jest do spełnienia. Jeśli będziemy się kiedyś wybierać w dalszą podróż, warto zahaczyć o pewne miejsca, które wyszczególnił artykuł Sussing Out the Hotspots. W końcu są takie miasta, gdzie widok gwiazd filmowych na ulicach jest codziennością :)
Ja przytoczyłam tylko kilka artykułów, które najbardziej mnie zaciekawiły, ale magazyn zawiera ich o wiele więcej i skrupulatnie zgłębia motyw główny wydania specjalnego. Ja osobiście przyznam, że nie śledzę życia sławnych osobistości i nieszczególnie znam się na temacie, a jednak BEM zawsze czytam z przyjemnością. Dawka angielskiego w tak przystępny sposób to naprawdę ciekawa odmiana od szkolnych podręczników :)

Za magazyny dziękuję wydawnictwu Colorful Media.


środa, 25 stycznia 2017

"Motylek" - Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Motylek
Seria: Lipowo (tom 1)
Autor: Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 608

"Nie zawsze trzeba być efektownym, aby być efektywnym"




Lipowo – niewielka wioska na mazurach, gdzie każdy zna każdego. Sąsiad wie wszystko o sąsiedzie, plotki rozchodzą się błyskawicznie, a ciekawość mieszkańców podsyca tajemniczy blog nasze-lipowo. Do dopełnienia tego obrazu sielskiej i spokojnej mieściny brakuje tylko… morderstwa?
Pewnego dnia na skraju wsi Lipowo, zostają odnalezione zwłoki zakonnicy. Nikt nie wie, dlaczego zmierzała w stronę wioski, ani jakie mogły być motywy popełnienia zbrodni. Niedługo później ginie kolejna osoba, a morderca wydaje się igrać z policją. Daniel Podgórski – młodszy aspirant komendy lokalnej policji zajmuje się śledztwem wraz z kontrowersyjną komisarz Klementyną Kopp. Na jaw wychodzą kolejne tajemnice, a z pozoru spokojna miejscowość, nagle staje się miejscem polowania mordercy.

Katarzyna Puzyńska w swojej książce bardzo dobrze unaoczniła czytelnikom atmosferę małej miejscowości, z pozoru spokojnej i zacisznej, a tak naprawdę skrywającej wiele tajemnic i mrocznych sekretów. Te wszystkie zagadki i intrygi nawarstwiają się i tworzą taki koc – koc, którym jesteśmy otuleni do ostatnich stron tej książki. Bardzo łatwo „wsiąknęłam” w klimat Motylka, szybko wczułam się w tę gęstą atmosferę Lipowa, a w myślach tworzyłam obrazy i sylwetki postaci do własnego wyobrażenia historii. Na pewno bardzo pomaga tu plastyczny styl autorki, język, którym się posługuje jest prosty i przystępny, ale niczego więcej nie oczekuję po kryminale. Zdecydowanie jednak nie da się zaprzeczyć temu, że rzeczywistość małej mazurskiej wioski pochłania nas od pierwszej strony do tego stopnia, że po przeczytaniu książki odnosi się wrażenie, iż patrząc na mapę, znajdziemy tam punkt podpisany Lipowo.

Jeśli jednak Motylek jawi wam się teraz jako tajemniczy, acz raczej spokojny i beztroski kryminał, natychmiast wymażcie ten obraz z pamięci. Obyczajowe tło to tylko przykrywka dla historii, która wciąga i trzyma czytelnika w swoich szponach przez długie godziny. W Motylku całe multum wątków przeplata się między sobą i łączy w zaskakującą całość. Nigdy nie spodziewałabym się, że historie mieszkańców małej wioski, ich życiorysy, codzienne dramaty i rozterki mogą być tak hipnotyzujące, tworząc jednocześnie ciekawą intrygę. Nic w tej książce nie jest przypadkowe, autorka konsekwentnie poprowadziła fabułę, a rozwiązania większości wątków są w pełni satysfakcjonujące. Z drugiej strony, pozostawiła kilka smaczków i zagryzek dla czytelnika na kolejne tomy, więc cóż… nie pozostaje nic innego jak zarezerwować sobie czas na spędzenie go w tajemniczym Lipowie.

Morderca, detektyw i ewentualnie kilka świadków? Nie w dziele Kasi Puzyńskiej. Umieszczenie na kartach powieści tylu postaci to na pewno duże wyzwanie dla autora, bo nie wystarczy przedstawić ich z imienia i nazwiska, trzeba też przybliżyć ich sylwetki czytelnikom. I trzeba przyznać, że Puzyńska świetnie wywiązała się z zadania, tworząc barwne i wyraziste postacie, gdyż nie tylko główni bohaterowie przyciągają uwagę, ci drugoplanowi również zapadają na długo w pamięć. Młodszy aspirant Daniel Podgórski, będący też szefem komisariatu lokalnej policji, jest trochę nieporadny, momentami wywołuje uśmiech politowania, ale jest również bardzo ambitny i na pewno budzi sympatię czytelnika. Komisarz Klementyna Kopp jest dla odmiany zdecydowana i nie daje sobą pomiatać, a przy tym ma dość… specyficzny charakter. Nie każdemu jej styl bycia i sposób wypowiadania się mogą przypaść do gustu, jednakże ja właśnie dzięki takim drobnym akcentom odebrałam ją jako oryginalną i nietuzinkową bohaterkę, a przy tym sporą zagadkę. Przeszłość Klementyny jest bowiem kolejnym elementem, którzy od razu rozbudził we mnie ciekawość i liczę na uchylenie rąbka tajemnicy w kolejnych tomach serii.
Wypadałoby jeszcze wspomnieć coś o zakończeniu, tyle że tak, jak w przypadku książek Mroza, po prostu brakuje mi słów, aby opisać emocje kotłujące się w czytelniku po takim rozwiązaniu sprawy. Powiem tyle – podejrzewałam wszystkich, tylko nie mordercę. A już myślałam, że mam coś z umysłu detektywa...

Ubrać wszystkie emocje, które zderzają się ze sobą w mojej głowie jeszcze kilka tygodni po skończeniu tej lektury w kilka słów podsumowania, nie jest łatwo :) Świetnie skonstruowane tło obyczajowe tworzy wraz z niebanalną intrygą genialny kryminał, który z pewnością będzie prawdziwą gratką nie tylko dla miłośników gatunku. Wielkie brawa należą się również autorce za gamę przeróżnych bohaterów, z których każdy posiada swoje indywidualne cechy i nietuzinkowy charakter. Więc wyobraźcie sobie teraz radość czytelnika, który ma świadomość, że przed nim jeszcze sześć tomów zapowiadającej się fenomenalnie serii!