środa, 14 października 2015

"Heartland" - nie tylko dla miłośników koni!

"Są rzeczy, przy których czas jest niczym. I są też takie, na które warto czekać"

Z pewnością znajdą się tu osoby, które lubią konie. A jeśli nie, to na pewno jakieś inne zwierzęta. Mam rację? Jeśli tak, to "Heartland" to seria książek idealna dla Was. 
Amy jest nastoletnią miłośniczką koni, która odkąd sięga pamięcią prowadzi z bliskimi schronisko dla tych zwierząt w Virginii. Owe schronisko to właśnie tytułowy Heartland. Cóż więc je wyróżnia? Prowadzenie go z ogromną pasją i zamiłowaniem, a również potrzebą niesienia pomocy zwierzętom i tak naprawdę… również ludziom. Ale co jeśli życie wszystkich zostanie zaburzone przez niespodziewane nieszczęście? Czy będą w stanie w pełni oddawać się temu co tak kochali? A może w stadninie nic już nie będzie takie jak przedtem?
"Heartland" to ciepła, klimatyczna seria książek, którą można czytać niezależnie od wieku. Powiedziałabym, że nieraz poruszane są w niej ciężkie tematy, ale pisana jest prosto i przyjemnie, autorka ma lekkie pióro, co sprawia, że książki z tej serii skutecznie umilają czas. Lauren Brooke pisze ciekawie, jednocześnie nie zanudza czytelnika, stosując odpowiednią proporcję między ilością opisów, a dialogów.
Cała seria składa się z dwudziestu części, ale pojedyncze tomy mają jedynie w granicach dwustu stron. Taką ilość książek z tworzących jedną historię uważam za lekką przesadę, gdyż zdarzało się, że schemat wykorzystany w jednej części, był powielany jakiś czas później, jedynie ze zmianą drobnych szczegółów. Nie zmienia to jednak faktu, że historię Amy śledziłam z wielką ciekawością. Wydaje mi się po prostu, że mniejsza liczba tomów byłaby lepszym rozwiązaniem.
"Heartland" to rodzaj powieści, która nie powstała po to, aby wciągnąć czytelnika w wir zdarzeń następujących po sobie z prędkością światła, ale aby być odstresowującą, spokojną lekturą na zimowe wieczory, gdy możemy się z taką książką zaszyć w domu, przy kominku, pod kocem. W tym wypadku cel został spełniony!
Główną bohaterkę, czyli Amy, bardzo polubiłam. Opanowana, cicha, rozsądna dziewczyna, a zważywszy na ciężar odpowiedzialności jaki życie zarzuciło na jej barki, postawa ta jest naprawdę godna podziwu. Jej wrodzona subtelność i łagodność pomaga jej w kontaktach ze  zwierzętami, co w tej serii jest wątkiem głównym. Dodatkowo, jej cechy, które mi ogromnie zaimponowały to bezgraniczna miłość dla tych stworzeń, jej wrażliwość, uczuciowość i empatia. Relacja konia z człowiekiem jest magiczna i niepowtarzalna, realistycznie przedstawiona, często wzruszająca. Coś takiego czyta się z wielkim podziwem dla autorki, która jak widać, sama czuje to co pisze i wkłada w historię cząstkę swojego serca. Właśnie ta niesamowita, nierozerwalna więź, będąca głównym wątkiem tych książek, wyróżnia jej na tle innych.
Również inni bohaterowie, a przede wszystkim Treg, który także kocha to co robi, są warci, aby zwrócić na nich szczególną uwagę. Pani Brooke postarała się tworząc te postacie!
Dlaczego w nagłówku wspomniałam, że nie trzeba być ogromnie zafascynowanym końmi, aby docenić tę serię? Na pewno jeśli jesteście pasjonatami tych zwierząt, książki przypadną Wam do gustu jeszcze bardziej, ale nawet, jeśli zafascynowani nimi szczególnie nie jesteście, to może akuratnie właśnie zechcecie poznać je lepiej po przeczytaniu "Heartlandu"? Jazda konna, opiekowanie się końmi, praca w stajni została tu przedstawiona bardzo realistycznie. Nie brakuje oczywiście również bardziej dramatycznych momentów, ale kontekst jest taki, że czasami warto przebrnąć przez trudne chwile, aby otrzymać satysfakcję jakiej doświadczyła Amy. Książki przedstawiają prawdziwą radość płynącą z prowadzenia takiego schroniska. Zdarzenia nie są wyidealizowane, są prawdziwe, zarówno dobre momenty jak i złe, co jeszcze mocniej działa na czytelnika. Obserwowanie wewnętrznej przemiany niektórych bohaterów także jest głęboko zastanawiające. Może właśnie tak działa na nas kontakt ze zwierzętami? Może dzięki nim nasza bariera na cudzą krzywdę znika? Może dzięki nim stajemy się lepszymi ludźmi?

Ocena: 7,5/10
~Shadow






8 komentarzy:

  1. Ja tam nie lubię takich książek ani koni.
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Recenzja ciekawa, lecz miłośniczką koni nie jestem i raczej nigdy nie zostanę. Co innego moja kuzynka. Jej na pewno ta seria się spodoba.
    Buziaki!
    Juliet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie Twoja kuzynka musi koniecznie przeczytać tę serię ;D

      Usuń
  3. Czytałam drugi i czwaty tom (wiem, nie po kolei :P) już jakieś dwa, trzy lata temu, ale pamiętam, że bardzo mi się podobało. Szkoda, że nie przeczytałam pozostałych tomów :) Może gdy jeszcze trafi się okazja, to przeczytam resztę, bo przyznam, mam sentyment do tych książek :) Mimo, że gdy to czytałam, byłam akurat wielką pasjonatką koni, to muszę przyznać ci rację, czy lubi się zwierzęta, czy nie- i tak warto zapoznać się z tą serią. Pozdrawiam! /Claudie

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniale przedstawiłaś całą serię w swojej recenzji! Moim skromnym zdaniem najlepsza seria ever! Jako miłośniczka koni mogłam się również dużo nauczyć czytając tę powieść. Wiele nauk przeniosłam na swoją jazdę. Zdarzało mi się śmiać czy płakać. Bohaterów pokochałam od razu. Na mojej półce czekają jeszcze Dalsze Losy Amy, czyli to co się dzieje na studiach Amy (całkiem nowe). Zazdroszczę Pani Brooke talentu do pisania!
    darkdiary8.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. przypomniałaś mi czasy gimnazjum, kiedy czytałam Heartland. to były wspaniałe książki. pozdrawiam :)
    wyznaniaczytadloholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam, że dobrych kilka lat temu przy jednej z wizyt w bibliotece trafiłam na książkę z tego cyklu. Była tylko jedna i to nie pierwszy tom, ale i tak się skusiłam i wzięłam do przeczytania. Pamiętam, że podobała mi się, ale nie na tyle żeby przeczytać całą serię ;)

    OdpowiedzUsuń