piątek, 2 czerwca 2017

„Żniwiarz. Pusta noc” - Paulina Hendel



Tytuł: Żniwiarz. Pusta noc
Autor: Paulina Hendel
Cykl: Żniwiarz (tom 1)
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: maj 2017
Liczba stron: 432






Początek Polski uznawany jest za równoznaczny z datą chrztu. Tyle że już dużo wcześniej nasze ziemie zamieszkiwały plemiona pogańskie, które czciły różne bóstwa słowiańskie. I chociaż ten urywek historii nie odzwierciedla się w żaden sposób w naszej obecnej kulturze, to czasem warto cofnąć się na chwilę do tych zamierzchłych czasów i zobaczyć jak to wszystko kształtowało się na naszych ziemiach. Taką właśnie próbę podjęła Paulina Hendel, pytanie tylko, czy to się jej udało?

Magda jest zwyczajną dwudziestolatką, no, może nie do końca… Jest bowiem wyczulona na obecność słowiańskich upiorów, które w wolnym czasie tropi wraz z wujkiem, Feliksem, oraz nowo poznanym Mateuszem, z którym od razu znajduje wspólny język. Feliks jest Żniwiarzem, czyli osobą jako jedyną zdolną do tego, aby zabić upiory. Tylko, co jeśli ktoś inny zdecyduje się zapolować na Żniwiarzy?

Obecnie motywy mitologiczne są coraz częściej wykorzystywane w literaturze, ale mam wrażenie, że o wiele więcej słyszymy o bóstwach nordyckich, celtyckich czy greckich niż chociażby o tych słowiańskich. Dlatego gdy tylko usłyszałam o książce, która zdawałaby się idealnie uzupełniać tę lukę, momentalnie zapragnęłam ją przeczytać. Pomysł był bardzo dobry, tyle że nieumiejętnie wykorzystany, nie stworzy dobrej książki.

Chyba najbardziej szkoda tego, że „Żniwiarz” miał duży potencjał, ale w tym przypadku zawiodło wykonanie. Owszem, autorka wplotła w fabułę te wszystkie upiory, duchy i zjawy, ale albo w ogóle ich nie opisywała, albo używała wręcz słownikowych definicji. Odniosłam wrażenie, że historii Słowian nie stara się wpleść w fabułę i uczynić ją tłem dla książki, ale zwyczajnie poświęciła jej kilka akapitów i na tym się skończyło. Brakowało mi tutaj atmosfery i jakiegoś tajemniczego klimatu, który wydawałby się nierozłącznym elementem książki o wierzeniach pogańskich. Tymczasem ani nie czułam żadnego napięcia przy tej lekturze, ani szczególnie wiele o samej demonologii się nie dowiedziałam.


„Żniwiarz. Pusta noc” to książka skierowana głównie do młodzieży i tej grupie odbiorów może przypaść do gustu. Niestety, ale ja już chyba wyrosłam z takich historii, bo zamiast ciekawie poprowadzonej intrygi (gdyż wątek zabójstw Żniwiarzy zapowiadał się naprawdę obiecująco) dostałam naiwną i przewidywalną historyjkę o walce dobra ze złem. Trudno doszukiwać się w tej historii większej głębi, ale szczerze mówiąc, to nawet tego nie oczekiwałam. Miałam zwyczajnie nadzieję, że nie będzie ona oczywista od początku do końca, a niestety taka właśnie się okazała.

A bohaterowie… cóż, nie uratowali tej książki. Magda ma dwadzieścia lat, ale po osobie w jej wieku spodziewałam się o wiele więcej dojrzałości i rozsądku. Jest bardzo impulsywna i czasami oburza się bez powodu, nie rozumiejąc tego, że inni tylko dbają o jej bezpieczeństwo. Podejmuje dużo nieprzemyślanych decyzji i musi liczyć na innych, aby pomogli uporać się jej z ich konsekwencjami. Mateusz jest sympatyczny – i to by było na tyle. Trudno mi określić jego osobowość, ponieważ on… właściwie jej nie ma. Nie posiada tej charyzmy, zdecydowania i stanowczości, może dlatego wydaje się taką do bólu papierową i bezbarwną postacią.

Wątek miłosny to – o zgrozo – coś, co ostatecznie zaważyło na mojej ocenie tej książki. Czy naprawdę nie można napisać historii pozbawionej tego motywu? „Żniwiarz” może sprawdzałby się całkiem dobrze jako powieść akcji, gdyby nie to młodzieńcze (a właściwie to już dorosłe) zauroczenie między głównymi bohaterami. Ich relacja rozwinęła się zdecydowanie za szybko, poza tym odniosłam wrażenie, że oboje zaczynają zachowywać się bardzo dziecinnie w swoim towarzystwie. Nie jak dwudziestoletnie osoby, ale jak nastolatki, pierwszy raz przeżywający swe nietrwałe zauroczenie.



„Żniwiarz” ma być jedynie lekką młodzieżówką, tak więc lepiej nie spodziewać się wybitnego pióra, czy treści ukrytych między wersami. Autorka pisze prosto i dużo informacji podaje wprost, czasem miałam wręcz wrażenie, że traktuje czytelnika jak dziecko, które niczego nie może samo się domyślić. Dialogi między bohaterami wyszły dość sztywno, momentami były, powiedziałabym nawet, wymuszane i nienaturalne. Podczas czytania czułam ten niedosyt opisów, chociaż tu wrażenie zależy już od osobistych preferencji – niektórzy wolą książki przepełnione akcją, której „Żniwiarzowi” nie brakuje. Irytował mnie jednak ten brak proporcji, mam tu na myśli momenty, które wyglądały jak wyjęte z podręcznika, kiedy autorka opisywała jakieś zwyczaje słowiańskie, tylko po to, aby przez resztę książki już o tym nie wspomnieć.


Niestety, „Żniwiarz” okazał się sporym rozczarowaniem. Brakowało mi tu tego nastroju tajemnicy, który wydawałby się niezbędny w książce o takiej tematyce. Demonologia słowiańska została opisana bardzo pobieżnie, a szczerze mówiąc, „Żniwiarza” można by podpiąć pod zwykłą książkę fantasy, gdyż tych wątków było tak niewiele. I do bohaterów muszę się przyczepić – nakreślonych schematycznie i niejakich, których działania nie budzą większych emocji, ewentualnie irytację, jeśli mowa o wątku miłosnym. Czy sięgnę po kontynuację? Wątpię, ponieważ Paulina Hendel nie jest już debiutantką i oczekiwałam trochę więcej po tak dobrze zapowiadającej się historii, której wykonanie całkowicie zawiodło. Cóż, tak jak powiedziałam, sam pomysł nie wystarczy do stworzenia dobrej książki. 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz