sobota, 18 marca 2017

„Naznaczeni śmiercią" - Veronica Roth

Tytuł: Naznaczeni śmiercią
Tytuł oryginału: Carve the Mark
Autor: Veronica Roth
Seria: Naznaczeni śmiercią (tom 1)
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 534
„Jestem z Shotet. Jestem ostra jak odłamek szkła i tak samo krucha. Opowiadam kłamstwa lepiej niż prawdę. Widzę całą galaktykę, ale nigdy jej nie dostrzegam.”



Veronikę Roth kojarzy zapewne każdy, gdyż autorka zasłynęła z bestsellerowej serii Niezgodna. Wtedy dystopia dla młodzieży, teraz pisarka powraca, próbując swoich sił w nowym gatunku. Jak więc wypadają Naznaczeni śmiercią, powieść science-fiction, reklamowana dla fanów Gwiezdnych Wojen?

Cyra pochodzi z ludu Shotet, będącego w bardzo napiętych stosunkach z Thuve. Obdarzona bolesnym darem, służąca za propagandę jej brata, budząca strach większości ludzi… Pewnego dnia jej losy splatają się z Akosem, jedynym nieczułym na ból zadawany przez Cyrę. Tyle, że Akos pochodzi z Thuve, a jego jedynym celem jest odzyskać wolność.

Jestem jedną z osób, którym Niezgodna całkiem się podobała, nie jakoś szczególnie, ale jednak mogłam ocenić pierwsze spotkanie z twórczością autorki w miarę pozytywnie. Dlatego też nie miałam żadnych powodów, aby być sceptycznie nastawioną do jej nowej książki, Naznaczonych śmiercią. Wręcz przeciwnie, gdyż jako miłośniczka Gwiezdnych Wojen, doszłam do wniosku, że zapowiada się obiecująca lektura. Tyle, że… nie zachwyciła mnie tak, jak się tego spodziewałam.


„- Honor – prychnęłam. – Nie ma miejsca na honor, gdy chodzi o przetrwanie.”

Wydaje mi się, że największym problemem owej książki jest oryginalność, a właściwie jej brak. Spodziewałam się ciekawego pomysłu, rozwiniętej fabuły, ale przede wszystkim złożonego uniwersum, które jest podstawą książek science-fiction. Veronica Roth natomiast stroni od opisów i zwyczajnie odczułam ubogość książki pod tym względem. Poszczególne nazwy miejsc przewijały się na kartach powieści, ale były mi całkowicie obojętne, ponieważ autorka w ogóle nie przybliżyła ich czytelnikowi. O ile Shotet i Thuve jeszcze zostały w miarę przystępnie pokazane, autorka postarała się o dokładne nakreślenie relacji politycznych między narodami, systemów władzy, a także pewnych faktów bardziej kulturowych, to pozostałe nazwy po prostu pojawiały się na tych kartkach i praktycznie nie wnosiły nic nowego do fabuły. Tak jakby autorka na siłę starała się stworzyć jak najbardziej skomplikowane nazewnictwo, a później postawić czytelnika przed wyzwaniem odszyfrowania zagadki.

Kolejną sprawą jest podobieństwo nie tyle do innych książek, co do elementów popkultury. Mam tu przede wszystkim na myśli Gwiezdne Wojny, gdyż inspirację rozumiem jako zaczerpnięcie pewnych tradycyjnych schematów, próbę odtworzenia podobnego klimatu, stworzenia równie ambitnego uniwersum. Tutaj natomiast pani Roth poszła po najmniejszej linii oporu i z Nurtu utworzyła zwyczajna kalkę Mocy. I w tym tkwi mój największy zarzut – brak jakiegoś znaku rozpoznawczego samej autorki. Ja tutaj widzę więcej George’a Lucasa.


„- Zakładasz, że jestem brutalna, bo tak słyszałeś – powiedziałam. – A co ja słyszałam na twój temat? Masz cienką skórę, jesteś tchórzem, durniem?
– Pochodzisz z rodziny Noaveków – odparł upartym tonem, krzyżując ramiona. – Masz brutalność we krwi.
– Nie wybrałam krwi, która płynie w moich żyłach – odparłam. – Tak jak ty nie wybierałeś swego losu. Ty i ja jesteśmy tym, kim nas uczyniono."

Może to po części wina tych specyficznych nazw, ale pierwsze kilkadziesiąt stron lektury szło mi dość topornie. I to nie bynajmniej ze względu na naukowe słownictwo, gdyż to jest kolejna rzecz, której tej książce, jako lekturze science-fiction brakuje. Po prostu długo czekałam na zagęszczenie się fabuły, gdyż autorka z początku skupiła się bardziej na relacjach między bohaterami, niż samej akcji. I ta pierwsza rzecz wyszła jej rzeczywiście całkiem dobrze, ponieważ działania każdego bohatera były w jakiś sposób umotywowane. Trochę kuleje jednak sama fabuła, która zaczyna się rozwijać dopiero pod koniec książki. A zakończenie pozostawia z pewną dozą niepewności i mimo wszystko, jestem nawet ciekawa, co przyniesie drugi tom. Szkoda tylko, że cała książka nie mogła być tak ciekawie napisana, jak te ostatnie kilkanaście stron.

Jest jednak pewien aspekt, który bardzo spodobał mi się w Naznaczonych śmiercią i w moich oczach ratuję tę książkę, a są to bohaterowie. Miałam pewne obawy, gdyż poprzednie postaci, które stworzyła Veronica Roth nie były zbyt… przekonujące. A prościej mówiąc, niejednokrotnie mnie irytowały, czego z pewnością nie mogę powiedzieć o bohaterach Naznaczonych śmiercią. Cyra jest inteligentna, rozsądna i odważna, ale nie wyidealizowana. Cierpi każdego dnia, lecz w tym wszystkim potrafi zachować namiastkę człowieczeństwa, mimo rodziny i społeczeństwa w jakim się wychowywała. Akos natomiast jest bardzo… prostoduszny. Czasem naiwny, czasem impulsywny, ale jednocześnie bardzo oddany i wyraźnie mający swoje cele. Veronica Roth nie stworzyła bohaterów, którzy będą idealni w każdym calu, czy też bezmyślni do granic możliwości. Stworzyła postacie charyzmatyczne, silne i zdeterminowane. Takie, w które jestem w stanie uwierzyć.


„…w mojej pamięci wciąż tkwiły słowa Akosa: że nie muszę pozostać na zawsze taka, jaka jestem.
Może mogłabym się zmienić. Może już zaczęłam się zmieniać, za sprawą samego przekonania, że jest to możliwe.”


Niestety, jestem trochę rozczarowana nową książką Veroniki Roth. Spodziewałam się po niej więcej oryginalności, w końcu nie jest to już jej debiut. Z pewnością autorka rozwinęła się od czasów Niezgodnej, widać większą dojrzałość w jej stylu pisania, choć niestety pewne rzeczy ciągle wymagają dopracowania, przede wszystkim uniwersum, które zostało potraktowane dość powierzchownie. Pochwalić natomiast można kreację bohaterów oraz samo zakończenie, które sprawia, że już zaczynamy snuć domysły co do wydarzeń w kolejnym tomie. Może to właśnie ta rozbudzona ciekawość sprawi, że sięgnę po kontynuację. Zobaczymy.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Jaguar.

Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo jaguar

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz