wtorek, 21 lutego 2017

"Klaśnięcie jednej dłoni" - Richard Flanagan


Zdjęcie użytkownika Klaudia Malik.

Tytuł: Klaśnięcie jednej dłoni
Tytuł oryginału: The Sound of One Hand Clapping
Autor: Richard Flanagan
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: luty 2016
Liczba stron: 368
"Były narodziny, była miłość i była śmierć, a w życiu są tylko te trzy historie, nic innego, jeszcze ten hałas, co ogłupia ludzi, przez co zapominają, że są tylko narodziny i miłość i każdy z nich umrze"


Dziewicze bezkresy Tasmanii. Niezmierzone szlaki, rozległe tereny i gdzieś tam wśród tych sił natury, mała wioska – Butles Gorge. Śnieżyca. Śmiechy ludzi z pobliskiego pubu cichnące wśród dojmującego zimna. I mała chata, którą trudno nazywać domem – tu tutaj rozpoczyna się ta bolesna rodzinna opowieść.
Tej nocy Maria Buloh zamyka za sobą drzwi domu, aby rozpłynąć się w śnieżnej zawiei. Bez słowa opuszcza trzyletnią córkę Sonję i męża, a odchodząc nuci pod nosem słowa kołysanki, już nie dla dziecka – dla siebie. Dlaczego porzuciła rodzinę? Tego nie wie nikt.

Trzydzieści parę lat później, dorosła już Sonja powraca do Tasmanii, aby odwiedzić ojca. Próbuje ułożyć sobie życie, ale ciągle zmaga się ze wspomnieniami z przeszłości. Jej ojciec Bojan, słoweński imigrant, szuka zapomnienia w alkoholu i z każdym dniem coraz bardziej pogrąża się w nałogu. Tymczasem w życiu Sonji coś się zmienia, przyszła pora na podjęcie decyzji, która zaważy na przyszłości zarówno jej, jak i ojca.
Niektóre powieści mają to do siebie, że nie muszą być nie wiadomo jak złożone, aby przemówić do czytelnika. I wydaje mi się, że Klaśnięcie jednej dłoni jest właśnie taką książką – prostą w treści, mocną w przesłaniu. Zwykła rodzinna opowieść, historia, która mogłaby wydarzyć się naprawdę. Może to właśnie dlatego tak trafia do czytelnika? Prawda, która wypływa z jej stron dotyka każdego z nas, przenika pozory uczuć i uderza do świadomości. 

"Starała się nie dopuszczać do tego, żeby ludzie stawali się częścią jej życia, bo zaproszenie do przestąpienia tego progu oznaczało nieuchronnie zaproszenie do odejścia, a wtedy ból samotności stawał się tak dojmujący, widoczny i niezaprzeczalny, jak brzask po nocy"

Duża część rozdziałów w książce jest poprowadzona w formie retrospekcji, dlatego bohaterów obserwujemy na przestrzeni lat. Sonję poznajemy jako kilkuletnią dziewczynkę, później nastolatkę i wreszcie dorosłą kobietę. Dokładnie widzimy, jakie zmiany w niej zachodzą i jak ewoluuje jej charakter. Obserwujemy nieustanną walkę dorosłej już kobiety z traumą przeszłości. Jej życie to pasmo nieszczęść, a jednak przerywanych kilkoma pozytywnymi sytuacjami. Może to właśnie dlatego, Sonja jeszcze bardziej docenia wagę tych drobnych chwil i błahostek, które ją uszczęśliwiają. Trzyma się kurczowo tych promyków nadziei i uczy się wybaczać. Wybaczać i zabliźniać rany, których tak wiele w dzieciństwie jej zadano.
Bojan natomiast jest postacią bardzo nieoczywistą. Z jednej strony chciałoby się go potępić, w końcu to alkoholik i życiowy nieudacznik. Z drugiej jednak, on również zaznał w życiu zbyt dużo cierpień, a bardziej niż złość, budzi w nas litość i współczucie. Czytelnik chciałby mu wybaczyć, tak jak i główna bohaterka.
To jednak co ujęło mnie w tej książce najbardziej, to sposób jej napisania. Flanagan gra na emocjach czytelnika, a piękny, metaforyczny język, którym się posługuje sprawia, że delektujemy się każdą stroną powieści, mimo poważnej treści jaką zawiera. Każde zdanie, akapit i rozdział można rozważać i interpretować na własny sposób. Po raz pierwszy czułam się poruszona językiem, jakim ktoś napisał książkę i póki co mogę stwierdzić, że nikt nie tworzy piękniejszych metafor aniżeli Richard Flanagan. 

"Miłość to most. A bywają ciężary, co most pod nimi pęka"

Na taką historię nie można pozostać obojętnym. Jest zbyt prawdziwa, aby nie skłonić nas do refleksji, nie poruszyć naszej maski obojętności i koniec końców nie ścisnąć za serce. Wydaje mi się, że sukces tej książki tkwi również w tym, iż każdy czytelnik może ją odnieść do swojego życia. Oczywiście tragedia słoweńskiej rodziny jest w pewien sposób unikatowa, ale wiele drobnych (a może właśnie znaczących?) jej aspektów możemy ujrzeć w naszej codzienności. Klaśnięcie jednej dłoni otwiera oczy na wagę rodziny w naszym życiu, pokazuje, jak wychowanie ma wpływ na człowieka i przede wszystkim akcentuje głębię uczuć, jakie łączą rodzica z dzieckiem. Nie ważne, jakie cierpienie zada nam otoczenie, nie ważne, w jakiej rozsypce znajdzie się nasze życie – rodzina jest gdzieś ponad tym. I tego właśnie uczy nas ta książka. 

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to książka dla każdego. Nie każdego zainteresuje opowieść rodzinna, rozgrywająca się niemalże na drugim końcu świata. Nie każdemu spodoba się styl pisania autora, a jednak sądzę, że warto spróbować. Pewne treści pozostają niezmienne, pewne przesłania uniwersalne, a opakowane w taką dawkę emocji, która wypływa jedynie ze słów, naprawdę pozostają w czytelniku na długo. Z czystym sumieniem stwierdzam, że mimo zamiłowania do fantastyki i kryminałów, odnalazłam w tej książce cząstkę siebie. I jestem pewna, że Ty też odnajdziesz.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz