sobota, 14 stycznia 2017

"Dziewczyna z pociągu" - Paula Hawkins

Tytuł: Dziewczyna z pociągu
Tytuł oryginału: The Girl on the Train
Autor: Paula Hawkins
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 328
"Nie ma dnia, żeby mi go nie brakowało. Bardziej niż kogokolwiek innego. Jest wielką dziurą w moim życiu, dziurą w duszy"



Książka, okrzyknięta mianem bestsellera w niemalże trybie natychmiastowym. Zdominowała rynki wydawnicze w wielu krajach, krążyły nawet informacje, że kolejny egzemplarz sprzedaje się w Stanach Zjednoczonych co sześć sekund. Rekomendacja Stephena Kinga, który twierdzi, że nie mógł się oderwać od tej książki przez całą noc. Może więc King cierpi na bezsenność? Oczekiwania miałam naprawdę wysokie, a efekt końcowy jest, delikatnie mówiąc, rozczarowujący.
Rachel codziennie dojeżdża do pracy tym samym pociągiem, zatrzymującym się zawsze przed szeregiem domów. Wyobraża sobie, że zna osoby tam mieszkające, w myślach tworzy historie ich życia. Ale pewnego dnia, jedynie przez ułamek sekundy, widzi coś, co zmienia jej wizje doskonałości, a przy tym jej życie. Od tego czasu Rachel nie będzie już obojętna dla ludzi, których dotychczas widywała jedynie z daleka. Stała się kimś więcej niż tylko dziewczyną z pociągu.
Miałam wobec tej książki dość duże wymagania, ale biorąc pod uwagę cały szum medialny wokół tego tytułu, chyba trudno się temu dziwić. Abstrahując już od wszystkich zapewnień o genialnej historii, najzwyczajniej w świecie zaintrygował mnie jej opis. Spodziewałam się zawiłych intryg, nieprzewidywalności i szokujących zwrotów akcji. Szkoda tylko, że ani jednego z tych elementów nie jestem jednak w stanie przypisać do Dziewczyny z pociągu.

"Ludzie, z którymi coś nas kiedyś łączyło, nie pozwalają nam odejść i żebyśmy nie wiem, jak bardzo próbowali, nie wyplączemy się z tego, nie uwolnimy.Może po pewnym czasie przestajemy po prostu próbować"

Książka rozpoczyna się dość spokojnie, autorka daje nam chwilę, abyśmy lepiej poznali główną bohaterkę i zrozumieli jej styl życia. Obserwujemy więc Rachel, kobietę w średnim wieku, pogrążoną w depresji po stracie męża i zmagającą się z alkoholizmem. Kiedy obraz Rachel został już w miarę zarysowany, czekałam w napięciu na ten punkt zwrotny. To szokujące wydarzenie, które tak zmieniło życie bohaterki. I wyobraźcie sobie, że kiedy już doszło do tego momentu, ja nawet nie zwróciłam na niego uwagi i dalej czekałam na jakieś zagęszczenie akcji. Dopiero później zorientowałam się, że to by było na tyle. Rachel zobaczyła z okna pociągu to, co zobaczyła i nie ma sensu czekać na jakąś większą sensację. I to było pierwsze rozczarowanie – opis zwiastował coś wstrząsającego, a nijak ma się to do banalnego rozwiązania, które zaprezentowała nam autorka.
Dużym zarzutem, który kieruje wobec tej książki jest przewidywalność. Zakończenie wcale nie jest zaskakujące, można się go domyślić o wiele wcześniej, a wtedy nie pozostaje już właściwie nic, co trzymałoby nas w chęci poznania rozwiązania zagadki. Nic właściwie oprócz intrygi (a właściwie to pomysłu na nią) ta książka nie ma do zaoferowania, ani ciekawych bohaterów, ani trzymającej w napięciu atmosfery tajemnicy i suspensu. I chociaż powieść czyta się szybko, to pióro pisarki też nie jest wybitne, nic, nad czym moglibyśmy się zachwycać.

"Mówię, że nie wiem, co ze sobą począć, że jestem zagubiona i za dużo czasu spędzam w swojej głowie"

Przejdźmy więc do sedna, czyli do elementu, przez który momentami powieść staje się wręcz nie do zniesienia. Ostatnimi czasy natrafiam na bardzo ciekawe sylwetki bohaterów w książkach, Dziewczyna z pociągu to pewien wyjątek, negatywne odstępstwo od reguły. Historię poznajemy z punktu widzenia trzech kobiet, ale jakiegokolwiek zróżnicowania charakterów zwyczajnie brak. Każdą z nich kierują wprawdzie inne motywy, ale jednak każda ma tak samo dołujący i przygnębiający charakter. To sprawia, że cała książka utrzymana jest w wręcz depresyjnej atmosferze. I rozumiem, autorka chciała poprzez te postacie nakreślić pewne wady ludzkie, ale tutaj zwyczajnie poległo wykonanie. Każda osoba jest do bólu przerysowana i trudno się w nich dopatrywać odniesień do rzeczywistości, czy cech, które mogłyby uczynić ją trochę bliższą czytelnikowi. Weźmy na przykład Rachel – kobieta w średnim wieku, porzucona przez męża, pogrążona w nałogu, ledwo wiążąca koniec z końcem. Krótko mówiąc, obraz nędzy i rozpaczy. Ani jednego pozytywnego przebłysku, żadnej iskierki radości w i tak już wystarczająco przygnębiającym rysie postaci. Ani ona, ani dwie pozostałe bohaterki, w ogóle do mnie nie przemówiły. O ile sam koncept ukazania poprzez nie pewnych ludzkich słabości mógłby trochę podratować inne nieudane aspekty książki, to niestety, ale bohaterowie byli zbyt nienaturalni i przerysowani, aby wzbudzić jakiekolwiek refleksje w czytelniku.

Tym razem zakończę recenzję takim mało pozytywnym akcentem. Dziewczynę z pociągu można pochwalić z jedną rzecz – bardzo dobrą promocję. Ale to już raczej zasługa wydawców. Ja od siebie powiem tylko, że nie warto sięgać po książkę, której brakuje wszystkich elementów dobrego thrillera. Jest wiele ciekawszych pozycji na rynku, choć może czasami nie aż tak „docenianych”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz