czwartek, 4 lutego 2016

"Star Trek. Rebelia" - J.M.Dillard


     Film na podstawie książki to określenie, które z pewnością bardzo często słyszymy. Gdy tylko do kin wejdzie ekranizacja jakiegoś bestsellera, zaczynają zewsząd napływać fale opinii, które oceniają film na podstawie zgodności z książką, podobieństwa, a Internet wprost huczy od porównań do książkowego pierwowzoru. Zdecydowanie rzadziej możemy usłyszeć „książka na podstawie filmu”, a ja sama przyznaję, że pierwszy raz miałam z takową do czynienia.
     „Star Trek. Rebelia” jest książką, ale również filmem o takim samym tytule. Kapitan Jean – Luc Picard wraz z załogą Enterprise odkrywa sekret wiecznej młodości, ale niestety ktoś  o znacznie gorszych intencjach go wyprzedził. Czy można poświęcić życie sześciuset osób w zamian za nieśmiertelność milionów, łamiąc tym samym prawa Federacji? Cze Federacja w ogóle wie o planach, jakie mają zostać przedsięwzięte przez Son’a? Kapitan Picard postanawia stanąć w imię mniejszego dobra, tym samym, ignorując powierzone mu rozkazy.
     Oglądając „Star Treka” można odczuć ten specyficzny klimat, bardzo dobrze znany dla filmów science fiction, więc co jeśli ktoś będzie próbował to przelać na kartki papieru? W tym wypadku, nie jestem nawet pewna, czy próbował. I to jest zapewne ta największa różnica między filmem, a książkową adaptacją. Zupełnie jakby ta historia w książce nie miała na celu pobudzić wyobraźni czytelnika, aby choć trochę spróbować wyobrazić sobie ten świat. Brakło mi plastycznych opisów, a w nadmiarze otrzymałam techniczne informacje, które niestety do fabuły wiele nie wnoszą, a wątpię, aby ktokolwiek wczytywał się w nie z większym zaciekawieniem.
     Nie mogłam wczuć się w bohaterów, których emocje zostały potraktowane raczej przyziemnie, a miałam wrażenie, że autorka bardziej ludzkim uczyniła robota Datę i może to właśnie dzięki temu tak go polubiłam. Rzeczywiście Data został przedstawiony jako robot, który pragnie choć raz poczuć się jak dziecko, zauważa, kiedy ludzie go odrzucają i posiada nawet lekkie poczucie humoru. Co więcej, nawiązuje pewną emocjonalną więź z dwunastoletnim chłopcem Ba’ku, Artimem. Ten wątek zapowiadał się bardzo obiecująca, ale chociaż został opisany dość pobieżnie, te kilka scen z udziałem tych dwojga bohaterów czytałam z przyjemnością. Wracając do bohaterów, oczekiwałam, że nie będą to jedynie płaskie i szablonowe postacie, ale będę mieć okazję poznać ich nieco bliżej. Niestety wyszło na to, że koniec końców, nie otrzymałam tego, czego oczekiwałam. Było zaledwie kilka momentów, gdy autorka zagłębiała się w ich psychikę, natomiast cała reszta, wszystkie podejmowane przez nich działania, traktowali rutynowo. Plusem książki jest  szybko tocząca się akcja, gdyż Picard jest dość zdecydowanym kapitanem. Wszystkie decyzje zapadają raczej bezproblemowo, tylko skąd bierze się tyle pomysłów w tak krótkim czasie? Jakaś część w statku zaczyna szwankować, chwilę później już zostaje naprawiona. I tak bez przerwy...
Jak już wspomniałam, co jest ciekawe, oprócz zwykłych zmagań wojennych, mamy w książce kilka momentów rozterek moralnych bohaterów, co jest nietypową odmianą w lekturach fantastyczno-naukowych. Szkoda tylko, że pojawiają się tak rzadko, bo to właśnie one pomagają nam poznać bohaterów, nawet tych nie do końca pozytywnych.
     Nie zabraknie również dwóch wplecionych w tło wątków miłosnych, które jednak są dość przewidywalne. Relacje między niektórymi bohaterami zmieniają się diametralnie, przechodząc od nienawiści, niechęci i wrogości do zaciekawienia, podziwu i w końcu miłości. W moim odczuciu te zmiany następowały zbyt szybko przez co były raczej mało realne, a związek jednych z głównych bohaterów został dla mnie nieprzemyślany, chwilowy, nie mający zbyt wielu perspektyw na wspólną przyszłość. Także dialogi są dość naiwne i proste, a w niektórych miejscach wręcz przekombinowane. Metafory, które nijak odnoszą się do rzeczywistości, w niektórych sytuacjach brzmiały po prostu śmiesznie.
     Oczywiście książka ma też swoje dobre strony. Z zainteresowaniem śledziłam losy Ba’ku i już od pierwszych stron, kiedy ta niewielka społeczność zaczyna być przybliżana czytelnikowi, budzą oni coś na miarę sympatii i utrzymują tę nić, aż do samego końca. Różnią się od załogi Enterprise, odróżniają się także ogromnie od burzliwych i apodyktycznych Son’a swym spokojem i beztroskim życiem. Oni właśnie stanowią kontrast dla znanych nam już bohaterów, ale jednocześnie posiadają intrygującą przeszłość, która okaże się być dość ważnym wątkiem w książce.
    „Star Trek. Rebelia” to książkowa adaptacja, która miała ogromny potencjał, ale nie w pełni go wykorzystała. Z drugiej jednak strony, może się ona bardzo spodobać miłośnikom literatury science fiction, ale już niekoniecznie fanom filmowego „Star Treka”. Z pewnością przeczytanie książki ma swoje zalety, ale nie zapominajmy, że powstała ona na podstawie filmu, więc to on jest pierwowzorem, który najlepiej oddaje całą historię. Dlatego najpierw poleciłabym może jego obejrzenie, a pomoże nam to wczuć się w ten charakterystyczny klimat "Star Treka", którego w książce niestety nam zabraknie.

Moja ocena: 5.5/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Klucznik" oraz wyzwaniu "Kiedyś przeczytam".

9 komentarzy:

  1. Może i ciekawe, ale nie dla nas. Nie jesteśmy fankami "Star Treka" i raczej ta książka nas nie zainteresuje :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszamy do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety książka nie dla mnie. Nie moje klimaty. ;)
    Pozdrawiam. :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię zarówno książki jak i filmy z gatunku sci-fi. Star Trek jest po prostu genialny, ale myślę, że po książkę nie sięgnę.
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie przepadam za science-fiction, to chyba nie dla mnie.
    Pozdrawiam! :)

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przepadam za science-fiction, to chyba nie dla mnie.
    Pozdrawiam! :)

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie dla mnie :) nie kręci mnie to i nie rozumiem tego całego szumu wokół ST :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie to raczej nie będzie dla mnie książka, nie sądzę, że po nią sięgnę :/ :/ :/
    zapiskizgredka.blogspot.com Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie oglądałam filmu, ale myślę, że to nadrobię, jednak po książkę nie sięgnę na pewno :)
    Bądź tu teraz

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm, no to ja też słyszę pierwszy raz o książce na podstawie filmu :D to jak lubisz eksperymenty to masz jeszcze do przeczytania książkę na podstawie gry, czyli Assassin's creed :D
    a star treka nie lubię, więc no cóż, na pewno odpuszczę :D

    OdpowiedzUsuń