środa, 3 maja 2017

„Arkadia” - Lauren Groff

Tytuł: Arkadia
Tytuł oryginału: Arcadia
Autor: Lauren Groff
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 352


Cokolwiek to jest, traktuj to jak dar.



Wszystko, co mamy, jest naszą wspólną własnością. Nie ma tu żadnej hierarchii, każdy jest każdemu równy. Mężczyźni pracują, utrzymują to miejsce, a kobiety wychowują dzieci i wykonują proste czynności domowe. Świat „na zewnątrz” nas nie interesuje. My tworzymy nas własny świat, jesteśmy jedną rodziną.

W takim właśnie miejscu urodził się Lutek. Oczko w głowie każdego, dziecko wyjątkowe, ponieważ to właśnie on był pierwszym, który przyszedł na świat w Arkadii. Nowo powstałe miejsce dopiero zaczyna budzić się do życia i będzie do tego potrzebny wkład każdego mieszkańca. Tylko że nie wszystko tam jest tak piękne, jak się wydaje, a wspólne cele nie zawsze łączą się ze jednakową wizją ich realizacji. Kiedyś jednak nadejdzie chwila, kiedy nawet dziecko urodzone w Arkadii, będzie musiało zmierzyć się ze światem zewnętrznym, rzeczywistością tak inną od tej, do której przywykło.

Lauren Groff zasłynęła z książki wydanej już jakiś czas temu, którą sam Barack Obama uważa za swoją ulubioną. „Fatum i furia” szybko znalazła się na listach bestsellerów i została entuzjastycznie przyjęta na całym świecie. Sięgając po „Arkadię”, czułam się zaintrygowana wizją hipisowskiej komuny, ponieważ uważam ich kulturę za bardzo interesującą, choć im bardziej zagłębiam się w ten temat, tym więcej refleksji i wątpliwości mi się nasuwa.

„Arkadia” otworzyła mi oczy na pewne kwestie, których właściwie nigdy dotąd nie rozważałam. Hipisowski styl życia jest kolorowy, jest szalony, a ich kultura w pewien sposób fascynuje kogoś, kto nigdy nie miał z czymś takim styczności. Ale jednocześnie, gdy czytałam tę książkę, nasunęły mi się pewne myśli, a przede wszystkim pytanie – dlaczego ci ludzie wybierają takie życie? Dlaczego ustrój komunistyczny uważają za idealny i zgadzają się żyć w nędzy, tylko po to, aby mieć poczucie wolności i tej równości, która jak widać też czasami okazuje się pojęciem względnym. „Arkadia” jest przede wszystkim bogatym źródłem wiedzy o kulturze hipisów. Czasem zadziwia, czasem zniesmacza, ale jest na swój sposób magnetyzująca.

Nie myśl, że nikt nie wie, że nie mówisz, że nikt się nie martwi o słowa, które tkwią w tobie. Ale nie spiesz się. Jak będziesz mógł, opowiesz mi historię wszystkiego, co czujesz, a ja zrobię wszystko, aby to naprawić. To ci też obiecuję - mówi Astrid, a jej twarz jest dobra jak pole dmuchawców.

Dzieło Lauren Groff napisane jest naprawdę pięknym językiem i jest to już literatura z wyższej półki. Jednakże o ile autorka świetnie opisała kulturę Arkadii i mentalność jej mieszkańców, o tyle miałam wrażenie, że bardzo pobieżnie potraktowała sylwetki niektórych postaci. W tej książce przewija się mnóstwo nazwisk, ale nie przykłada się do nich większej wagi. Postaci epizodycznych jest sporo, ale mało która zostaje trochę bliżej przedstawiona, przez co zwyczajnie zapomina się znaczenie niektórych osób dla książki.

Lutek jest ciekawą postacią, nieco dziwną, ale intrygującą. Może ta jego rezerwa i nieśmiałość czynią go na swój sposób przyciągającym. Ale z drugiej strony, oczekiwałam więcej emocji po głównym bohaterze, gdyż dopiero pod koniec książki nabrał trochę wyrazistości. Bohaterką, która zainteresowała mnie od samego początku, była Helle, a wątek związany z jej osobą był moim zdaniem jednym z ciekawszych. Ta tajemniczość, której miejscami mi trochę brakowało, idealnie uzupełnił wątek tej bohaterki, żałuję tylko, że nie wszystko zostało wyjaśnione, o czym jednak nie będę wiele mówić, gdyż w tym przypadku, lepiej wiedzieć jak najmniej, jeśli ma się zamiar sięgnąć po tę książkę.

„Arkadia” jest chaotyczna, ale w sposób przemyślany. Mam tu na myśli zamierzone przeskoki czasowe, które jednak czasami sprawiają, że łatwo się w lekturze pogubić. Niektóre wątki się mieszają, imiona postaci są dość enigmatyczne, ponieważ autorka nie poświęca im dużo uwagi, przez co czytelnik momentami może czuć się zdezorientowany. Na pewno jest to książka, przy której wymagane jest maksimum skupienia. Trzeba też wspomnieć, że książka jest napisana w dość specyficzny sposób, ponieważ dialogi nie rozpoczynają się tutaj od myślnika i czasem trudno je odróżnić na tle tekstu.

Czuję się samotna, mówi. Pięć lat byłam sama. Wtedy zrozumiałam, że nie jestem szczęśliwa i że zrobię wszystko, aby mnie zaakceptowano i pokochano. Trzeba iść na ustępstwa, wiecie? Wolność albo społeczność, społeczność albo wolność. Człowiek musi zdecydować, jak chce żyć. Ja wybrałam społeczność.

Autorka w niezwykły sposób pokazała, jak zmienia się życie bohaterów na przestrzeni lat. Jak dojrzewają ich poglądy, jak oni sami dorastają do pewnych decyzji i wreszcie jak zmieniają się relacje między nimi. Kładzie nacisk na to, że czasy się zmieniają, a przy tym także i ludzi, i żaden ustrój nie może przetrwać wiecznie. Hipisowska komuna, która w oczach jej mieszkańców jest wręcz utopią, także zmierza ku upadkowi i przeżywa swoje kryzysowe chwile.

„Arkadia” to bardzo specyficzna lektura, która nie każdemu przypadnie do gustu. Ja uważam, że było to wartościowe przeżycie, ale nie potrafię powiedzieć, że wywarła na mnie szczególny wpływ. Warto ją jednak poznać chociażby po to, aby przybliżyć sobie kulturę hipisów, a czytelnicy, którzy czują się zainteresowani tym tematem, z pewnością będą usatysfakcjonowani treścią tej książki.

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Znak



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz