czwartek, 7 kwietnia 2016

"Kod Leonarda da Vinci" - Dan Brown


 
Tytuł: Kod Leonarda da Vinci
Tytuł oryginału: The da Vinci Code
Autor: Dan Brown
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: styczeń 2013
Liczba stron: 568

"Dla jednych Graal jest kielichem, który przyniesie im życie wieczne. Dla innych poszukiwaniem zaginionych dokumentów i tajnych wątków historii. A dla większości z nas Graal chyba jest po prostu wspaniałą ideą... Pełnym chwały, nieosiągalnym skarbem, który nawet w naszym świecie pełnym chaosu inspiruje nas i daje natchnienie"

Ludzi od wieków fascynowała historia zaginionego kielicha, z którego Jezus pił podczas Ostatniej Wieczerzy, zwanego Świętym Graalem. Tylko, czy nazwanie go kielichem jest właściwe? Istnieją różne tezy na temat samego Graala, ale również związanego z nim wydarzenia, przedstawionego na obrazie Leonarda da Vinci „Ostatnia Wieczerza”. Jedno z tych najbardziej znanych, aczkolwiek odrzucanych przez Kościół Katolicki, ze względu na niezgodność z dogmatami wiary, jest stwierdzenie, że Jezus miał żonę, a była nią Maria Magdalena. Wszystko zaczęło się od kilku słów z Nowego Testamentu, kiedy to Jezus nazwał ją żoną, jak podaje tłumaczenie. Jednakże, tłumaczenie Pisma Świętego nie zawsze  jest całkowicie dokładne, a także jest upowszechnione w wielu wersjach, więc tak naprawdę, nie można dokładnie stwierdzić, co jest prawdą, a co jedynie legendą.
„Kod Leonarda da Vinci” to książka, która nie odnosi się do Świętego Graala jako do kielicha, lecz wychodzi z o wiele bardziej kontrowersyjnego założenia. Oczywiście wiele w niej jest fikcji literackiej, ale fragment historii również można poznać. Zauważyłam, że zazwyczaj zyskuje skrajne oceny, albo bardzo wysokie, albo wręcz przeciwnie. Rzadko kiedy coś pomiędzy. Więc czym jest to spowodowane?
Akcja powieści rozgrywa się w Paryżu oraz Londynie. W paryskim Luwrze zostaje popełnione morderstwo, którego ofiarą staje się kustosz muzeum Jacques Saunière. Głównym bohaterem jest postać znana już z innych książek Dana Browna – Robert Langdon. Historyk, wykładowca Harvardu, znany autor książek, w których przedstawia swoje teorie. Zostaje on oskarżony o popełnienie zbrodni, ale niespodziewanie z pomocą przychodzi mu agentka policji i specjalistka od kodów, Sophie Neveu. Od teraz mają niewiele czasu, aby rozszyfrować zagadki pozostawione przez Jacques’a. Uciekając francuskiej policji, mogą niedługo dowieść szokującej prawdy.

"Boimy się tego , czego nie znamy"

Moje pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne i muszę przyznać, że jak to prawidłowy kryminał, książka od początku trzyma w napięciu. Bardzo szybko odnalazłam się w klimacie paryskich muzeów, a wstawki historyczne tylko wzbogacają fabułę. Właściwie, to pisząc swoje wrażenia po lekturze, nie mogłabym pominąć najważniejszego jej aspektu, a mianowicie dość kontrowersyjnych teorii. Nie jestem historykiem, aby oceniać ich słuszność, ale zaintrygowana tymi tezami, postanowiłam zapytać się księdza na religii, co o tym sądzi, wiedząc, że Kościół nie popiera takowych poglądów. Utwierdziłam się jedynie w przekonaniu, że nie można im całkowicie zaprzeczać, ponieważ tak naprawdę, to nie ma dowodów ani na postać Graala, ani na rolę Marii Magdaleny w tym twierdzeniu. Jednakże nie ma również dowodów na to, iż Graal był kielichem, z którego Jezus pił podczas Ostatniej Wieczerzy, dlatego tajemnica, na zawsze pozostanie tajemnicą, a nic nie jest stuprocentowo pewne. Możemy jedynie wysnuwać przypuszczenia, ale nie trzeba kategorycznie niektórych odrzucać. Książka jest także w dużej mierze fikcją literacką, więc nie można odbierać jej całkowicie dosłownie i o ile wydaje mi się, że jest kilka argumentów przemawiających za słusznością twierdzenia o żonie Jezusa, które wydają się dość racjonalne, to takie przypuszczenia jak na przykład jego potomstwo, wydają mi się już bardziej mieścić w kategorii „fikcja literacka”.

"Życie jest pełne sekretów. Nie można wszystkiego wiedzieć od razu"

Historia Świętego Graala, mimo że pełna domysłów, jest również bardzo intrygująca, dlatego książkę czytałam z zaciekawieniem i nie mam nic do zarzucenia fabule. Oczywiście spotkamy się tu również z bardziej kryminalną częścią, jak m.in. pościg przez francuską policję, dlatego akcja nigdy nie stoi w miejscu, szybko się rozwija i tym samym trzyma w napięciu. Jak już wspomniałam, lektura jest pełna wątków historycznych, a także nazw miejsc i organizacji opartych na faktach i muszę przyznać, że z chęcią zgłębiłabym dodatkowo dzieje Zakonu Syjonu lub Opus Dei, dlatego tym bardziej cieszę się, że powieść rzuciła nieco światła na te tematy, które śledziłam z zainteresowaniem.
Wspomnę jeszcze o jednym elemencie książki, czyli kreacji bohaterów. Robert Langdon miał być zawziętym historykiem, pasjonatem sztuki, ikonografii i symboliki i rzeczywiście jego postać sprawia dokładnie takie wrażenie. W tym wypadku zamierzony cel, jak widać został osiągnięty. Co do Sophie, to w tym wypadku mogłabym się trochę przyczepić, ponieważ o ile na początku zrobiła na mnie wrażenie twardej, nieugiętej i silnej kobiety, to im historia posuwała się dalej, tym bardziej ona stawała się uzależniona od Roberta, a jej umiejętności łamania kodów zeszły na drogi plan. Skoro w książce było tyle poświecone sakralności kobiety, to miałam nadzieję, że przykładem tego będzie Sophie, ale niestety w tym wypadku spotkał mnie zawód. Ogólnie rzecz biorąc, jest to jedno z nielicznych zastrzeżeń, które mam do tej książki, ale ta kwestia mogłaby być bardziej dopracowana.
Spodziewałam się, że rozwiązanie będzie bardziej spektakularne. Sam epilog rzeczywiście przywołuje jeszcze tę nutkę tajemnicy obecną przez całą książkę, ale ostanie rozdziały są niestety słabszym zakończeniem bardzo dobrej lektury, która cały czas wydawała się zmierzać do punktu kulminacyjnego. Już przy dosłownie samej końcówce, odniosłam wrażenie, że akcja potoczyła się zbyt szybko i te ostatnie wydarzenia mogłyby być bardziej rozwinięte.
Mimo wszystko całokształt odebrałam bardzo pozytywnie, a na te kilka drobnych minusów, o których wspomniałam, można przymknąć oko. Pod względem kryminału, jest to książka w pełni oddająca klimat tego gatunku, a co więcej, połączona jest z wieloma wątkami historycznymi. Zgłębianie tajemnic Leonarda da Vinci sprawia, że książkę czytałam z jeszcze większą ciekawością. Z pewnością poleciłabym ją każdej osobie, która pasjonuje się historią, ale także każdemu, kto ma ochotę na wciągający kryminał.

Moja ocena: 8/10

Książka bierze udział w wyzwaniu "Kiedyś przeczytam" oraz wyzwaniu "Klucznik".




17 komentarzy:

  1. Nie lubię kryminałów, ale może kiedyś... :D
    Zostałaś nominowana!
    Więcej informacji tutaj: http://cudowneksiazki.blogspot.com/2016/04/liebster-blog-award-6.html
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam tę książkę wieki temu, mam do niej sentyment. Jednak zgadzam się w pełni w kwestii Sophie. Odnosiłam identyczne wrażenie. Początkowo wydawała mi się być mocną postacią, z każdą kolejną stroną jej siła osłabiała się. Choć równocześnie myślę, że może to zamierzony zabieg autora? Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam "Inferno" tego autora i byłam zachwycona, więc ta książka nie będzie mi obojętna. Muszę ją przeczytać!

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka jest na mojej liście Kiedyś Przeczytam:) jestem jej ciekawa:) świetna recenzja:)
    http://przewodnik-czytelniczy.blogspot.com
    Nowa recenzja!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś się za to zabrałam, ale poddałam sie po jakiejś setnej stronie. Mam ochotę wrócić, bo lubię dziwne teorie i spiski, a święty Graal mnie fascynuje.

    withcoffeeandbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobne, ale ja w najbliższym czasie nie podejmę się drugiej próby.

      Usuń
  6. Książka dla osób lubiących historię i kryminał w jednym? Już jestem zafascynowana i będzie trzeba ją przeczytać. A poza tym też słyszałam wiele sprzecznych opinii i trzeba się przekonać do którego grona będę należeć :D No i będę mieć tematy do dyskusji z siostrą zakonną :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyjaciółka polecała mi "Inferno" Dana Browna, więc z pewnością zabiorę się w najbliższym czasie za te książki :)

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie książki czyta mi się raczej ciężko, więc pewnie zrezygnuję z tej lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje się być bardzo interesująca i chyba się na nią skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkę pożyczyłam od mamy mojej koleżanki, jednak od trzech miesięcy leży i czeka na swoją kolej, zbierając kurz...
    Trochę boję się po nią sięgnąć, mimo tak wysokiej oceny u Ciebie. Mam jednak nadzieję, że wkrótce się doczeka i może będę miała możliwość przylecieć do Ciebie i podzielać Twoją opinię! :)

    www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię książki Browna, trzymają w napięciu i naprawdę potrafią wciągnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja tak troszkę nie na temat - chciałam tylko napisać, że nominowałam Cię do LBA i zostawić linka do posta :)
    http://bibliotekaamarzen.blogspot.com/2016/04/siodme-liebster-blog-award.html
    Pozdrawiam,
    Posy

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam tą książkę. Ba! Przygody Roberta Langdona. Nie lubię historycznych książek ale one mają coś w sobie. Autor potrafi tak zachęcić i zaciekawić, że nie można się od niej oderwać! :)
    Pozdrawiam
    http://biblioteczka-na-poddaszu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Dostałam tę książkę parę lat temu na święta i mało brakowało, a cztałabym ją przy wigilijnym stole - tak mnie wciągnęła!
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  15. Ksiązka jest zdecydowanie ciekawa i warta uwagi, nawet dla ateistki jak ja :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Piekielnie wciąga, dlatego warto zarezerwować dla niej wolne popołudnie. Inaczej ta nieodparta chęć przeczytania kolejnego rozdziału przysłania sprawy codzienne :) Ekranizacja "Kodu Leonarda da Vinci" wypada blado przy książce. Zdaję sobie sprawę, że muszą się zamknąć się w jakichś ramach czasowych i pewnych rzeczy nie zdążyli pokazać, ale... to istna grabież! Cieszę się, że nie poznałam Dana Browna w odwrotnych okolicznościach. Z drugiej strony dla ludzi hołdujących zasadzie "za nic nie przeczytam żadnej książki" mogła być impulsem, aby jednak z ciekawości sięgnąć po pozostałe tytuły.

    OdpowiedzUsuń