wtorek, 26 stycznia 2016

"Szepty dzieci mgły i inne opowiadania" - Trudi Canavan

"Ze straszliwych wypadków mogą narodzić się dobre rzeczy, jeśli tylko wyciągniemy wnioski z naszych błędów i zapiszemy to, czego się nauczyliśmy, dla przyszłych pokoleń"
        „Pomysły mają tendencję do rozrastania się i komplikowania, dlatego zwykle potrzebuję kilku tomów na ich opowiedzenie” – tak mówi sama autorka książki „Szepty dzieci mgły”, Trudi Canavan. Ja również rzadko kiedy opowiadania czytam, ponieważ odnoszę wtedy wrażenie, że historia jest jednak zbyt krótka. Czasem wolałabym zostać z bohaterami jeszcze na dłużej, a tu nagle koniec ich przygód. Tym razem postanowiłam jednak zrobić wyjątek, a że książki Trudi Canavan chciałam przeczytać odkąd tylko zobaczyłam je w bibliotece, wreszcie miałam okazję zetknąć się w jej twórczością.
        Jak mówi sam tytuł, jest to zbiór opowiadań, z których pierwsze zostało nazwane „Szepty dzieci mgły”. Jest to historia sory o imieniu Velarin, która za pomocą swoich umiejętności podróżuje wraz z karawaną kupców stanowiąc ich barierę ochronną. Dlaczego jednak osoba o tak zdumiewającej mocy postanawia wieść monotonne życie u boku kupców? Velarin skrywa jednak pewne tajemnice z przeszłości, które w pewnym momencie ujrzą znów światło dzienne.
        Na to opowiadanie nastawiłam się prawdopodobnie najbardziej pozytywnie, ale po jego przeczytaniu stwierdziłam, że czegoś mi w nim brakuje. Możliwe, że było to właśnie zbyt szybkie pożegnanie bohaterki, a może akcja, której rozwiązanie nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Nie zaprzeczę, iż jest to historia, którą czyta się bardzo szybko, zresztą ma zaledwie pięćdziesiąt stron, ale z ten pomysł mógłby stworzyć coś znacznie dłuższego. Z chęcią przeczytałabym dalsze losy Velarin, w szczególności, iż zaintrygowała mnie jej przeszłość, która w tym opowiadaniu jest bardzo ciekawym wątkiem, podobnie jak główna bohaterka.
        „Szalony uczeń” jest drugim opowiadaniem w tym zbiorze i jednocześnie tym, które wywołało na mnie największe wrażenie. Indria i Tagin to niezwykle zżyte ze sobą rodzeństwo, ale co jeśli ambicje sprawią, że nie będą mogli nad sobą zapanować? Jedno morderstwo miało być tym ostatnim, ale konsekwencje, które za sobą pociągnie, sprawi, że nie wszystko uda się zatuszować. Nie jest to jedynie morderstwo osadzone w świecie fantasy, które poniesie za sobą wciągającą akcję, ale jest to również historia o niezwykłej miłości rodzeństwa i  podjętych decyzji z tym związanych, powiedziałabym, że historia balansująca na pograniczu psychologii. Możemy dokładnie poznać przede wszystkim postać Indrii, ujrzeć wydarzenia z jej perspektywy, ale także spróbować postawić się na jej miejscu. To historia demaskująca ludzkie słabości, a jednocześnie przybliżająca czytelnikowi relacje między bratem a siostrą. Osobiście sądzę, że jest ona najbardziej wyjątkowa z tego zbioru, a równocześnie niekonwencjonalna i wykraczająca poza wszelkie schematy literatury fantasy.
        „Markietanka” to opowieść pewnej kobiety o imieniu Kala, która z początku wydawała mi się jedynie drugoplanową, a jednocześnie pustą i schematyczną bohaterką. Nie spodziewałam się, że jej postać może tak naprawdę ukazać inne oblicze i okazać się kimś, kto całkowicie zmieni bieg wydarzeń. Pozory mylą, a to kim ktoś wydaje się być na początku, może być jedynie pozorem. Historia pełna kontrastów, a także pomysłowe zakończenie, którego nigdy nie przewidziałabym jedynie po pierwszych stronach, świadczy po raz kolejny o niebywałej wyobraźni autorki.
        „Przestrzeń dla siebie” rozgrywa się we współczesnym świecie, a mimo to,  otacza całe pojęcie czasu, zatrzymywania go, zwalniania, wydłużania, ale ukazuje również, iż biegnących lat nie da się oszukać. Napisane w formie pamiętnika pewnej malarki, która pewnego dnia dokonuje odkrycia, które całkowicie zmieni jej przyszłość sprawia, że nieco różni się od reszty opowiadań. Wprawdzie historia jest krótka, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie z niej rozbudowanej książki. Jako opowiadanie, z pewnością jest warte przeczytania, choćby ze względu na ciekawie przedstawiony upływ kolejnych lat.
        Ostatnia historia „Biuro rzeczy znalezionych” przedstawia dość nietypową przygodę pewnej kobiety, której życie odwraca się, gdy gubi parasolkę. No właśnie, gubi parasolkę? Co więc z tego może wyniknąć? Główna bohaterka Trinity przekona się do czego prowadzi choćby najmniejsze oszustwo, a jej historia podejrzewam, że jest po prostu dość przerysowanym następstwem skutków, które mogą nastąpić. Powiedziałabym , że należy na nią spojrzeć z przymrużeniem oka, przez jej nierzeczywistość, ale końcowo nasuwa pewne wnioski, które można odnieść także to codzienności.
        Podsumowując, głównym mankamentem opowiadań jest jak dla mnie ich objętość, gdyż niektóre mają potencjał, więc szkoda je już zakańczać. Historie, które przedstawia nam Trudi są od siebie bardzo różne, niektóre to zwyczajna fantastyka, inne są nieco ironiczne, jeszcze inne bardziej emocjonalnie oddziałują na czytelnika. Ja jestem pewna, że po poznaniu tych wielu nietypowych pomysłów, z chęcią zostanę z autorką na dłużej, przy którejś z jej trylogii. Tymczasem „Szepty dzieci mgły” to z pewnością obowiązkowy dodatek dla każdego miłośnika literatury fantastycznej, twórczości Trudi Canavan, lub choćby osoby, która dopiero swą przygodę z autorką pragnie zacząć!

Ocena: 7/10


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Klucznik" oraz wyzwania "Kiedyś przeczytam"



sobota, 16 stycznia 2016

Tea Book Tag

Witajcie! Dzisiaj przychodzę do Was z tagiem, do którego zostałam nominowana przez Klaudię i Julkę z bloga Od kawy wolę książkę. Za nominację serdecznie Wam dziękuję! :)

1. Czarna herbata, czyli ulubiony klasyk.

Skłaniałabym się tutaj do "Wichrowych Wzgórz", ale z drugiej strony na myśl nasuwa mi się również "Mały książę". Obie te książki, chociaż tak od siebie różne, wywołały we mnie szereg emocji i posiadały wiele aspektów, które tak mnie zachwyciły. W "Wichrowych Wzgórzach" byli to przede wszystkim barwni i nieszablonowi bohaterowie, a "Mały książę" urzekł mnie swoją prostotą, a jednocześnie bardzo wyraźnym przesłaniem.

2. Zielona herbata, czyli książka, przy której czytaniu naprawdę można zasnąć.

Niestety, ale na pierwszy ogień pójdzie Arkady Fiedler. Zdaję sobie sprawę, że "Dywizjon 303" to ceniony reportaż, ale kompletnie nie mogłam wgryźć się w akcję. Bohater zbiorowy, a także bardzo podobne zdarzenia, sprawiły, że czułam się przytłoczona i książka zwyczajnie mnie znudziła. Nie wykluczam, że jest to pozycja wartościowa, ale może niekoniecznie trafiająca w moje gusta.

3. Czerwona herbata, czyli książka, której bohaterowie często się przemieszczają.

Na myśl nasuwają mi się "Papierowe miasta" Johna Greena, w których to główny bohater Quentin przemierza Amerykę w poszukiwaniu przyjaciółki Margo, bazując jedynie na niesłownych wskazówkach, które mu zostawiła. Nawiasem mówiąc, książka spodobała mi przede wszystkim właśnie dzięki bohaterom.

4. Herbata oolong, czyli książka, której poświęca się zbyt mało uwagi.

Taką książką jest moim zdaniem "Złodziej" autorstwa Megan Whalen Turner. Zarówno tę część, jak i drugi tom "Królowa Attoli" przeczytałam zaciekawiona i ciągle czekam, aż zostanie przetłumaczona trzecia część. Ta książka fantasy nie jest zbytnio popularna, jednak mam nadzieję, że może z czasem stanie się bardziej zauważalna.

5. Biała herbata, czyli książka, która jest niesłuszne popularna.

Raczej nie kojarzę takiej książki, którą bym czytała, gdyż zazwyczaj, gdy czytam coś nieszczególnego, to nie jest ono również znane.

6. Herbata yerba mate, czyli książka, przy której trzeba przebrnąć przez trudny (zazwyczaj nużący) początek, aby akcja się rozwinęła.

"Imię Róży" to kryminał, w którym właśnie początek jest najmniej z kryminałem najmniej powiązany. Akcja toczy się dość wolno, ale z biegiem czasu zaczyna nabierać tempa, a przy końcówce jest już naprawdę wciągająca. Wtedy można poczuć ten charakterystyczny klimat kryminału.

7. Herbata ziołowa, czyli książka, którą pamiętasz ze swojego dzieciństwa.

"Dzieci z Bullerbyn", "Kubuś Puchatek", a nawet króciutkie tomiki "Smerfów". Jest wiele książek, które uwielbiałam jak byłam mała i ciągle mam do nich sentyment. Z takiego późniejszego dzieciństwa, to może nawet "Harry Potter"? :)

8. Herbata owocowa, czyli ulubiona lekka książka.

"Rywalki", a właściwie to cała seria "Selekcja". Nie jest to jakaś górnolotna pozycja, ale idealna jako niezobowiązująca lektura. Przynajmniej ja, miło spędziłam przy niej czas :)

9. Ice tea (mrożona herbata), czyli książka, której akcja zamroziła Ci krew w żyłach.

Raczej nie przypominam sobie takiej książki, ale jeśli już miałabym wybrać to będzie to "Komórka" Stephena Kinga. Wprawdzie jeszcze nie przeczytałam jej do końca, ale przeszłam już przez spory fragment, dlatego przydzielę ją do tej kategorii.

10. Rozlana herbata, czyli kogo tagujesz?

Lunatyczka
Maniaczka książek
Monicas Books


niedziela, 10 stycznia 2016

"Trylogia Czasu" - Kerstin Gier

 - Gotowa, Gwendolyn? - zapytał w końcu.

Uśmiechnęłam się do niego.

- Gotowa, jeśli i ty jesteś gotów
Wyobraźcie sobie,  że z dnia na dzień dowiadujecie się o sobie więcej, niż przez całe dotychczasowe życie. Dowiadujecie się, że możecie podróżować w czasie. Co więcej, niespodziewanie przenosicie się w przeszłość, mimo, że zawsze wydawało wam się to niemożliwe. Przez lata byliście nieświadomi tego, kim naprawdę jesteście. Co zrobicie? Komu zaufacie?
Gwendolyn Shepherd zawsze żyła w cieniu swej kuzynki. Ale gdy okazuje się, że to nie Charlotta, a właśnie ona jest nosicielką genu, który pozwala podróżować w czasie, rzeczywistość staje się dla niej zupełnie innym miejscem. Wstępuje do tajemniczego kręgu dwunastu podróżników w czasie, stając się ostatnim ogniwem tego łańcucha – rubinem. Poznaje Gideona, jedenastego podróżnika, aroganckiego i egoistycznego, a jednak tajemniczego i przyciągającego. Teraz Gwendolyn ma przed sobą misję. Do chronografu, czyli urządzenia umożliwiającego przenoszenie się w czasie, należy wczytać krew wszystkich dwunastu podróżników. Tylko… co stanie się wtedy?
Muszę przyznać, że początkowo byłam zaskoczona, na jak wiele pozytywnych opinii  napotkałam się o tej książce. Motyw podróży w czasie bardzo mnie zaciekawił, a okładka dopełniła całości. Pierwsza część, „Czerwień Rubinu”, zapowiadała się niezwykle obiecująco. Już sam prolog pogłębił moją ciekawość i sprawił, że historia przybrała aurę tajemniczości. Przez pierwsze rozdziały przebrnęłam szybko, ale ciągle czekałam na ten punkt kulminacyjny, coś, co sprawi, że książka mnie zadziwi. Po pierwszej części czułam lekki niedosyt, owszem była pomysłowa, miejscami nawet zabawna, ale czegoś mi w niej brakowało.

Podczas drugiego tomu „Błękit Szafiru” zaczęłam czuć, że nieodparcie ten świat podróży w czasie coraz mocniej mnie wciąga. Gwendolyn zaimponowała mi swoją wrażliwością, ale także odwagą i poczuciem humoru. Można powiedzieć,  że zaczęłam wspinać się pod górę, ponieważ drugi tom zrobił na mnie jeszcze większe wrażenie niż poprzedni. Akcja zaczęła się zawiązywać, bohaterowie stanęli przed pierwszymi problemami, a styl autorki sprawił, że jeszcze bardziej zagłębiłam się w powieść. Byłam ogromnie ciekawa, kiedy wreszcie stanę na szczycie tej góry ;)

„Zieleń Szmaragdu”, czyli tom trzeci Trylogii Czasu, wywołał we mnie istną burzę emocji. Podczas czytania, siłą woli musiałam się powstrzymywać, aby czym prędzej nie przewracać kartek w celu podejrzenia zakończenia. Za każdym razem, gdy zamykałam książkę (czasem niestety okoliczności mnie do tego zmuszały!) miałam ochotę znów ją otworzyć i dalej towarzyszyć bohaterom  w ich misji. Każdy kolejny rozdział sprawiał, że czułam się coraz bardziej zatopiona w tym świecie. Trzecia część obfitowała moim zdaniem w największą ilość równań, w których „iks” ciągle czekał na rozwiązanie.

Całkowicie uległam fascynacji historią Gwendolyn. Wspomniałam już wcześniej, że to właśnie ona najbardziej mi zaimponowała. Dodam również,  że polubiłam ją właśnie za prostotę. Wstępując do kręgu podróżników w czasie, nie stała się od razu wszechwiedzącą osobą, mimo, że nigdy z niczym podobnym nie miała do czynienia. Nie stała się mistrzynią fechtunku, która chociaż nigdy takowych lekcji nie brała, nagle potrafi znakomicie się obronić. Miała problem nawet z wydawałoby się, że nieporównywalnie prostszymi zajęciami tańca, ciągle myląc kroki w menuecie. Jestem wdzięczna autorce, że nie uczyniła z niej wyjątkowej bohaterki, która wszystkiego ekspresowo potrafi się nauczyć i stawia czoła wszelakim trudnościom zawsze je przezwyciężając. Dzięki swojej naturalności, Gwendolyn stała się bardziej rzeczywista i ludzka, co sprawia, że możemy ujrzeć ją oczami wyobraźni jako zwykłą dziewczynę z silnym charakterem.

Przez pierwsze dwie części nie mogłam do końca przekonać się do Gideona, chociaż przyznam, że swój urok posiadał i rzeczywiście miał w sobie coś magnetyzującego. Natomiast, gdy historia zbliżała się ku końcowi zaczęłam poznawać inne jego oblicza i wtedy moje wątpliwości stopniowo zanikały. Zarówno on jak i Gwendolyn są idealnie wcieleni do tej historii, a ich relacje to drugi aspekt książki, która oprócz wciągającej fabuły, ma również do zaoferowania burzowy, pogmatwany, nieprzewidywalny, ale jednocześnie urzekający wątek miłosny.

Jedyny drobny minus, który mogłabym zarzucić to zakończenie, które wydawało mi się… może zbyt spokojne na książkę z tyloma zwrotami akcji. Spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego, ale tak właściwie to ta jedna moja uwaga gaśnie na tle ogólnego wrażenia, jakie trylogia na mnie wywołała.
Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcił każdego do przeczytania tejże trylogii. Kto jeszcze nie sięgnął po dzieło Kerstin Gier z pewnością znajdzie w nim coś dla siebie. Od podnóża góry, coraz wyżej… Trylogię Czasu kończę na szczycie!

Ocena „Czerwieni Rubinu”: 7/10
Ocena „Błękitu Szafiru”: 8/10
Ocena „Zieleni Szmaragdu”: 9/10

Trzecia część trylogii „Zieleń Szmaragdu” została przeczytana w ramach wyzwania „Klucznik”. 

piątek, 8 stycznia 2016

Wyzwanie "Kiedyś przeczytam" 2016 - stosik pierwszy

W tym roku po raz pierwszy zdecydowałam się spróbować swoich sił w wyzwaniach czytelniczych, chociaż nie gwarantuję szczególnych wyników ;) Już od dawna powinnam była się rozprawić ze stosami książek z mojej biblioteczki, ale co chwila jakaś nowa pozycja stawała mi na drodze. Teraz nadarzyła się idealna ku temu okazja, dzięki wyzwaniu "Kiedyś przeczytam" organizowanym przez Lustro Rzeczywistości. Polega ono na wybraniu 12 książek ze swojego księgozbioru, czytaniu i recenzowaniu ich. Po zakończeniu jednego stosiku, można ułożyć kolejny ;) A oto mój stosik 12 książek, które wybrałam w ramach wyzwania:

1) "Lesio" - Joanna Chmielewska
2) "Felix, Net i Nika oraz Sekret Czerwonej Hańczy" - Rafał Kosik
3) "Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2 - Alternauci" - Rafał Kosik
4) "Wybacz mi, Leonardzie" - Matthew Quick
5) "Mofongo" - Cecilia Samartin
6) "Piekło pocztowe" - Terry Pratchett
7) "Szepty dzieci mgły" - Trudi Canavan
8) "Kod Leonarda da Vinci" - Dan Brown
9) "Jutro, kiedy zaczęła się wojna" - John Marsden
10) "Star Trek - Rebelia" - J.M.Dillard
11) "Posłaniec" - Markus Zusak
12) "Dziewczyny z Syberii" - Anna Herbich

Postępy będą odnotowywane w zakładce "Wyzwania 2016", a przeczytane książki przekreślane :)


Czytaliście którąś z tych książek? A może również bierzecie udział w jakichś wyzwaniach? ;)